Released on January 1, 2022

7K Views

Thumbnail

[Refren: Kartky]

Nowa historia z rana

To miejska jest ballada, codziennie taka sama

Z rana od razu Tramal, nieważne, gdzie wygrana

Liżę dziury po strzałach, liżę dziury po ranach

I tępo patrzę jak Makłowicz opierdala, kiedy Ty smarujesz pantenol po dziarach


[Zwrotka 1: Kartky]

Ej, na mamę się mówiło "mama”, a nie "moja stara”

Moja była Beatka - szalona i kochana

Ale jak zajebałem, to uspokój się mama (spokojnie, dobrze, dobrze, będzie wszystko dobrze)

Czasami wybuchała, normalnie jest dziś dramat (kurwa, ja pierdolę)

Znowu mi na studia spierdoliła do Katowic, bana

Jest 2008, ja pod zgolonym wąsem koszula i katana

I kręcę lewe interesy z kolegami od szatana (ja pierdolę)

Znaczy żulami w bramach, ale nikt tego nie sprawdzi, no więc chyba jest gitara

Codziennie rano stresy, wieczorami kasyno, a potem na szampana (zdrówko)

Tak minęły mi studia, jest zimny wieczór grudnia, gorzoła leci w kranach

I to akurat prawda, zapytajcie się Jacka, był wtedy ze mną, naura

W grupie jak na weselu, zakaz wejścia w hotelu, imprezka była grana

W wydziale telewizji, gdzieś na targach katowickich, mi tam pokazałaś cycki

Podjechałem z kolegą, poszliście po mefedron, a ja po colę z whisky

Wróciłem, to już wyszli, a zaraz się zaczynał znowu kącik towarzyski

U profesora, co go nie znam, bo przez cztery lata nie poznałem nawet wszystkich

A w życiu wtedy, że tera te dramy, to jak kłótnia typu Siara kontra Lipski

Po litrze wódy Józek znów zaprosił grubą Różę, no i poszli na dożynki (oh, oh)

I tańczyła mu na rurze od namiotu z browarem od lokalnej celebrytki (żebyś to widział, chłopie)

I kupił jej bochenek, i dwie pajdy z wiejskim serem, i takie cuksy – Iryski

Przeglądam sobie kadry, zanim znów zostanę sam w tym chorym cyrku na zaduszki

Znów piłem na cmentarzu, bo miałem urodzinki, z bezdomnym z jednej butli

Rano chłopaki szybko przynieśli szynkę, ciastka, wino i jakieś musli (dziena, wariaty)

Tyle, co zajebali w sklepie, tym 24, obok mojej starej podstawówki (zdrówko)

Jechałem osiemsetą, albo taksą z kolegą, zależy, jakie zyski

Nie znałem słowa "detoks", więc lekko leciał pieniądz, prawie było po wszystkim (aaah)

Była tam taka Ela, pozdrawiam, bo do teraz ciepło, jak człowiek myśli

Jest słoneczna niedziela, a ja w czapce Mikołaja i w Air Maxach mi piździ


[Refren: Kartky]

Nowa historia z rana

To miejska jest ballada, codziennie taka sama

Z rana od razu Tramal, nieważne, gdzie wygrana

Liżę dziury po strzałach, liżę dziury po ranach

I tępo patrzę jak Makłowicz opierdala, kiedy Ty smarujesz pantenol po dziarach


[Zwrotka 2: Kartky]

Ona liże po jajach tego starszego pana

Nie pytała o imię, ciężko z pieniędzmi w zimie, na Instagramie chała

Ty kliknij jej opinię, to może się rozwinie na privku jej piżama

Ostatnio odjebała, bo przesadziła z dopalaczami, jebana gówniara

Tera ją dupa boli, że przecież mnie nie było, a tamta pojechała

Się Gypsy Queen znalazła, zaraz potem jak zjadła to dwa razy skakała

Po buchu od Michała, po kresce od Damiana, po zdradzie od Adriana

Po seksie od Kordiana, po emce od Adama, po wódzie od Jakuba i to jest historia cała

Na zegarze już druga, ona odpala szluga, ogień gdzieś zapodziała (kurwa, moja kieszeń)

Mówisz, że chciałaś wracać, ale się tak zataczasz i nagle oszalałaś (eee, chuj)

Tam na zimnych przedmieściach rzuciła mnie na ziemię, dotyka mego ciała

Wbija mi zęby w szyję i pije krew do końca, jej magia się rozwiała

I spłynął rannym ciepłem, na tym, co razem z deszczem przeleciał na parapet

Kiedy do mnie pisała i tak pięknie śpiewała o niebie, które płacze

Potem coś o rodzinie, co był o niej film w kinie i leży na Powązkach

Nie rozumiałem tego, za dużo ćpam księżyca, a za mało wdycham słońca

To tam gadałem z Serbem, co mnie zaraził pięknem do życia i podróży (mówię Ci szczerze)

Jadł twarde narkotyki i zaczął mi z pamięci cytować "Imię róży" (bratan)

Ja miałem swoje jointy i zawsze byłem kiepski jak chodziło o kreski

A jak mi dali emki, tom ledwo zszedł ze sceny, cały byłem niebieski

A jak wróciłem do Bytomia, to obok się wprowadził dobry wariacik – Szamat (41-902 skurwysynu)

I nie wiem skąd pochodził, ale się fajnie woził, za czterech dresów na raz (dobry utarg)

Jednak są pewne rzeczy, dusza się cieszy i płacze w jednym momencie na raz (oh, oh, oh)

Jak teraz potłuczona z butelkami na chodniku właśnie leży moja wiara

I piszę w pamiętniku, kiedy Ty w notatniku mi piszesz wykład, nara (nara!)

I nie otwieram oczu, bo się boję, że Cię nie ma i mówi to cała sala

I wiem, jaka jest cena, lecz nie wiem, czym jest scena, nie czuję swego ciała

I nie czuję już nic i wszystko na raz...


[Przejście: Kartky]

Ojeboł się na grzybka, a taką fajną grzywkę, sąsiadka załamana

W holu gra pozytywka, ja próbuję być śmieszny, a za oknami dramat

To chłopaki z ferajny, a na przodzie tej bandy znowu naćpany Prałat

Kolędy i marszandzi, komendy i wokandy, tu leci wszystko na raz

[Zwrotka 3: Karol Krupiak & Kartky]

Ballada z ulicy, ulica mnie nie chowała (nie)

Byli tu koło mnie, teraz leżą na oddziałach

Kiedy w lipcu "obiad" (obiad!) krzyczała do Ciebie mama

Żegnałeś znajomych, jadłeś obiad, a nie Xanax

Ulice, Katowice, na Mariackiej biorę łychę

Biegliśmy razem wolni, nie wiedziałem, co to życie

Na ławkach zostały te browary, stare bary

A pod ławką wolność, no i resztki naszej wiary

Dziś nie umiem usnąć, kryję się poduszką

Na tej sali dużo ludzi, ale jakoś cicho, pusto

Jutro się spotkamy na nie swoich urodzinach

Najebani ludzie znowu wzniosą dla mnie wiwat (zdrowie!)

Sam już nie wiesz, kiedy Ciebie opuszcza rodzina

2-21 – coś się kończy, nie zaczyna

Patrzyłem na Ciebie jak kiedyś Walker na Vina

A wieczorem spotykamy Walkera i wina

Karuzela była obok bloku, a nie w głowie

Ubrudzone stroje, kolorowe pokoje

Jedno pozostało: dalej słuchamy "Ich Troje"

Dobra, zdrowie, potem, że się powie: "chyba już po Tobie"

Tęsknię za paleniem szlugów po szkolnych łazienkach

Pierwszym pocałunkiem, przy tym pierwsza butelka (zdróweczko)

Jeden Osiem L śpiewa: "Jak ci serce klęka"

Wakacje u babci, piłka i złamana ręka


[Refren: Kartky]

Nowa historia z rana

To miejska jest ballada, codziennie taka sama

Z rana od razu Tramal, nieważne, gdzie wygrana

Liżę dziury po strzałach, liżę dziury po ranach

I tępo patrzę jak Makłowicz opierdala, kiedy Ty smarujesz pantenol po dziarach