Released on May 21, 2011

Thumbnail

[Zwrotka]

Wyruszam z bazy na rewiry mi znajome

Przy leśnej bramce oczy crackiem usmażone

Już się mnie pyta czy mam funta

A ja z niego szydzę, bo kurestwa nienawidzę więc idzie

Zawinął odwłok, płynie jak obłok

Szkoda mego czasu dla tych zwłok, idę dalej

Muszę dostać się do Popa żeby nagrać ten kawałek

Pojadę kolejką, bo na stacji nie ma bramek

Na wałek to nie ranek

Oczy mam otwarte, widzę typki o ścianę oparte

To co ma za pazuchą może być moim niefartem

Dla tych dzieci z bronią czyjeś życie kule warte

Obawy odparte, to mi znajomy kartel

Fartem to mi znajomy kartel

Pobieram lemona z haszyszem mix, bo kopie jak fix

Nara piks, wsiadam do kolejki

Choć tłok niewielki nie siadam na następnym się przesiadam

Jakiś mini Saddam się mnie pyta czy mam bletki

Jak je kitrał do plecaka wypadły mu kredki

Dwa polskie Edki chcą numer do Anetki

Sorrówa chłopaki, niestety nie mam fetki

Sorry ziomek, sorry ziomek, sorry ziomek, dzięki

Jestem na Stratford

W miejscu gdzie narodził się ponury hip-hop

W ostatniej chwili łapię kolejkę na Richmond

I już słyszę muzykę i wrzaski

Trzy czarne laski urządziły clash

Która trzęsąc dupą podjedzie najbliżej pod mą twarz

Ale ubaw, oklaski

Jakieś Polki poprawiają cycki

Bo są zgulowane na te z Jamajki artystki

Nagle mą uwagę przykuwają czarne kiecki

Czarne włoski, czarne chusty i czarne torebki

Ninja z wózkiem w nocy, coś tu śmierdzi

Chcę to sprawdzić, lecz muszę być dyskretny

Zerkam, może jest tam bomba zamiast dziecka

Myślę Kali przestań, co ma być to będzie

Wierzę w przeznaczenie choć może jestem w błędzie

E, chuj z tym, jestem na Hackney centralnym

Kurwa na dolny hak i znowu na kolejkę

Następnym razem chyba nabiję oysterkę

Na zakręcie spotykam Kaczego

Proceder rezydent Księstwa Warszawskiego

Siemasz Marek co słychać? co nowego?

Odpowiada, że w sumie po staremu

Ale podbij do mnie Kali jutro będę mieć coś dobrego

Proste kolego, dużo zdrowia i wszystkiego

Dobra, moja podróż dalej trwa

Idę szybkim krokiem, bo tu wczoraj padły trupy dwa

Sialalalala słyszę w oknie Bounty Killer

Przy wejściu na stacji ktoś kogoś dyma

W krzakach pęka sraka musi mieć na cracka

Cipa jak loalka, nie tykaj bydlaka

Kolejny teleport mam za 20 minut

Czas mi umili nabyty atrybut

Zapach lemona, przyciągnął kolejnego maszkarona

Mówi, że jest Mona Lisa ciągnie bez kondona

Ona jakaś rozczapierzona

Pewnie w tych krzakach się jebała właśnie ona

Jest wreszcie diabelska machina

Po torach nagina

Głupiej cipie daję filterek, niech se potrzyma

Wbijam, patrzę czy nie ma kanarów

Są łatwi do przycięcia, bo zawsze jeżdżą w paru

Pseudo Wiley się mnie pyta czy mam żaru

Odpala se lolka w środku przedziału

Zakładam słuchawki, mam dość globalnego gwaru


[Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska]