Released on October 5, 2007

Thumbnail

[Verse 1: Bastek]

Ciągle słyszę coś mówią i nie zawsze mówią dobrze

Spycham ich ze sceny jak Caterpillar buldożer

To jak starcie na noże ryzyko wysokie

Więc nie puszczaj pary z gęby bo wyłapiesz w zęby młotek

Czy jak mówią to dobrze im nieznana formuła

Na tym piekło zbudowane diabeł siedzi w szczegółach

A więc cwani raperzy pokażcie na co was stać

Trzeba praktyki czasu a nie poklep przydupasów

Na ulicach głodne wściekłe skurwysyny

Na twe miejsce jest pięciu trzeba być tym jedynym

Mówią tutaj o miłości do bliźnich

A jak Jezusa Judasz sprzedadzą cię twoi najbliżsi

PCP w takim razie jeźdźcy apokalipsy

I nie ważne co mówisz gdy jesteś sztuczny jak tipsy


[Verse 2: Foster]

Chcesz to mów tylko wcześniej się zastanów

Nim wrzucisz na szale fale nie potrzebnych słów

Znów słyszysz ale ruch z 3 ręki sprzedane

Obsrane głąby by nawinąć twarz co jest grane

Mówię co myślę i prosto w oczy

Każdy tekst tobie wyślę byś nie myślał

Że nasze nagrania to tylko hukowy wystrzał

Wbij strzałę powtórzą to osiedla całe

Wjebałeś się w kabałę

Ty naubliżałeś temu co nie trzeba

Gleba finałem historii

To będzie ułamek chwili nawet nie za boli

Co nie trawie zimne ciało wyląduje w czarnej folii

Tak działa Żoli jak i większość osiedli

Wielkich metropolii naucz się samokontroli

W czynach, gadce, gestach przy wpadce

Której ja nie życzę a z ryzykiem się liczę


[Verse 3: Ero]

Mój długopis jest jak bez zawleczki granat

Pisze na Bielanach huk słyszą nawet w Stanach

Mówią o mym rapie źle sprawdźcie mój rym tnie jak ołów

Sprawdźcie to będę dla was bardziej gorzką niż piołun

To jest nowa jakość i to nie dla psa kiełbasa

Wchodzę na bit nokautuje jak strzał z adidasa

I nieważne czy mnie lubisz i tak będę nagrywał

Co tam o mnie mówisz nie słyszę to po mnie spływa

Jest 2006 ma miejsce liryczna rzeź

Cześć graczom pierwszej ligi jak 2pac i Biggie Big L

Freaky Tah i Aaliyah nawijam oddaje hołd

Słabe flow w ziemię wbijam

Ze mną PCP jak barbarzyńskie hordy

Zanim powiesz pomyśl albo nie otwieraj mordy

Sprawdź BC cokolwiek by nie mówili

Jestem specem lepiej dilerem styli


[Verse 4: Kosi]

Nie obchodzi mnie co mówią jeśli mówią o mnie źle

Chcesz wyssać ze mnie krew wcześniej pękniesz jak kleszcz

Nie puścisz pary z pyska lepiej pomyśl milion razy

Bo wyłapiesz rymem w łeb i wyjdziesz z tego bez twarzy

Jak WDZ mikrofon mam jak karabin

Trwa rewolucja miliony razem z Nami

PCP fuzja bez dwóch zdań wciąż się trzymamy

To nie iluzja rośnie entuzjazm nagrywamy

Zabójczy szlagier nie jeden opad przy tym jak lakier

To nie jest blagier styl czysty jak łza

Jeśli kraczesz jak klakier nie będziesz jednym z nas

Spróbuj nas oczernić to wpadniesz w paszcze lwa

2 WaWa 006 ha ha słyszysz to nie jest śmiech

To unikalny hip-hop Bielany JWP

Jeszcze nie wszystko wkrótce nowe produkcje


[Verse 5: Kear]

Beztrosko jak JWP na Waco

Reprezentuj jak Nas respektem za to płacą

Mam to głową kiwaj jak Trzyha co ty na to

Nagrywam wielkie hity pozdrawiam Intoksynator

Mówią na to to co robisz więc nie mogę przestać

Będzie dobrze dzieciak razem znowu gra Molesta

Jeszcze będzie ten czas ziomki przyjaciele

WWO hoho pozdrawiam i Ziperę

Mój teren to Północ Centrum Południe

Pod bity główne tłuste rymy tym się trudnie

Solo przedstawię poza kontrolą jak HG

Mówię co myślę co mówię robie miej to na uwadze

Jedźmy gdzieś, teraz dawaj na Trójmiasto

Tu hip-hop jest pasją respekt to paszport

True-school to pasmo to nigdy tu nie zgasło

Wybitne miasto sprawdź to czysty hardcore


[Verse 6: Doni]

To jest oczywiste zawistne serca

Krążą wokół nas wiarę dasz dać musisz

To głosy ludzi chcących zakłócić

Bieg naszych spraw i rozwój ty też nie pozwól

Brać łapy po twoje pamiętaj skurwysynu

To moc JWP kryptonimu

Nie jak politycy z mównicy nie znający granicy

Puszczania w eter słów bez pokrycia

Więc często lepiej nabrać wody w usta i się nie odzywać

Masz koncert słów w rap formacie

Gracie tu nie prześpisz chwili nie przeskoczysz dnia

Miasto stolica flow słychać

Spośród tłoku na ulicach pełnia życia nie kaplica

Także się odpierdol i nie pierdol że masz monopol na prawdę

Podchodzę poważnie i odnoszę się a i ty uśmiechnij się


[Verse 7: Rybson]

Co ty głupi co ty gadasz kto to kupi

Gramy bo docieramy a nie bo mamy grouppie

Lek głupich po sufit póki staż klikę znasz?

Za lirykę nie za twarz cały kraj słucha nas

To fakt leci pierwszej ligi rap

Słyszałeś że mam rap to farmazon brat

Dziele świat na dwa ten co ma ten co chce

Ten co gra ten co nie więc garda i w chuja tnie

Co tu komu gdzie ploty szerzą głupoty

Przez głupoty masz kłopoty bo Bóg może wziąć w obroty

Goniąc środek złoty spalisz się co do joty

Nasza nowa płyta pogadaj lepiej o tym


[Verse 8: Tobi]

Morda się nie zamyka kłapią wiele mogą

Nic nie potrafią mówią i jeszcze im płacą

Za co do kurwy nędzy przecież kłamią

Na bliźniego swego pałę wykładają

Który śmieje się do czasu

Aż ktoś się za ciebie ostro weźmie

Życie cie jeszcze w dupę zerżnie

Władza powinni jej zakazać

Przeszkadza nie pomaga

Wykańcza psychicznie zdrowych na atorde

A to jest znak, że każdy krzyczy

Nikt nie słyszy Boga

Ślepy na znaki nędzy to już za nim teraz zobacz

Mówi pomogę ci ktoś prosi podłożyć ci nogę

Telewizja zrobi swoje dorzuci 3 grosze oszczerstw

Co gdzie i kiedy jedna bestia estrad

Jedno co pewne to ta ekipa pewna

Robię co mówię, mówię co myślę, cisnę

Nie należę do tych co zrobili z mordy cwany biznes