Deszczowe wieczory, w moralne podpory zamieniają się
A krople za oknem swym cichym stukotem usypiają mnie
Śladami Piotrusia, wzbijam się w powietrze, ucieka mi dzień
Zakładam słuchawki, lecz dziś tylko ciszy przysłuchuję się
Te gwiazdy na niebie, chciałbym wszystkie dla siebie
Te liście na drzewie, i tak jesień zabierze
Czas nieubłaganie, choć często proszony, nie zatrzyma się
Nim zdążę trzykrotnie zamrugać oczami dzień przeminie
Ja nie chce samotnie kroczyć ulicami, więc czemu tak jest?
Że w morze wypływam, bez żadnej załogi, sam toczę swój rejs
W cierpieniu i stresie, sen i ulgę przyniesie
W szczęściu czy potrzebie, będę wciąż pisał dla Ciebie
Kolejny raz w roku, piszę w tym półmroku, nie patrzę już w tył
A mogę tą ścieżkę, wytyczają szlaki i drogę na szczyt
I wiem, że przygasnę, bo to dla mnie jasne, pisany mój byt
Ja w modzie i trwam tej, że za moje czyny nie będzie mi wstyd
Te gwiazdy na niebie, sen i ulgę przyniesie
Te liście na drzewie, będę wciąż pisał dla Ciebie