Andromeda

By Intruz

Released on April 12, 2024

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Jeden pierdoli tu jak potłuczony

I zamiast okien wstawia puste ramy

Ziomek co tydzień zmienia telefony

I dziwi się kurwa, że nie pogadamy

Prawdziwa przyjaźń to nie zabobony

Chociaż dla siebie już czasu nie mamy

Miała być lekiem na długie wieczory

Miała być lekiem na chujowe stany

Proszę cię podejdź i popraw kolory

Nim samotna spłynie farba z panoramy

Tylko się nie spóźnij na lekcje pokory

Albo przyholuj swój wrak do naprawy

Jeśli te życie się zamieni w bajkę

To proszę wyślijcie mnie w kosmos jak łajka

Ja wręczę ci mała niezapominajkę

A czy nie zapomnisz to za to nie ręczę


[Refren]

Chyba zatonę obok Tytanika

Bo na tym świecie żyć bez was się nie da

Niektórzy dalеko są jak galaktyka

Daleko gdzieś tam jak Andromeda

Schodami na dół niе windą do nieba

Powiedz niech lepiej nie idą tym śladem

Poczekaj na mnie proszę poza światem

Bo jestem jak auto na drodze bez świateł

Chyba zatonę obok Tytanika

Bo na tym świecie żyć bez was się nie da

Niektórzy daleko są jak galaktyka

Daleko gdzieś tam jak Andromeda

Schodami na dół nie windą do nieba

Powiedz niech lepiej nie idą tym śladem

Poczekaj na mnie proszę poza światem

Bo jestem jak auto na drodze bez świateł


[Zwrotka 2]

Parę już razy pozbijałem piątki z tymi co mówili mi że to nie mój czas

Głęboko w cewie mam zakotwiczone co u nich wariacie na co dzień no kurwa

Piątkę pewnie bym zliczył tych co

Bez siana dzwonią zapytać jak życie

Za daleko zaszło to żebym zaczekał za tymi co w plecy wbijali nożyce

Słyszałem że przerasta cię cała branża

Nie dla młodych a nie liny stanowe ruchy na story w to chuj

Widziałem młodych jak

Ja

Ich pozabierał do Andromeda

Ja podałbym rękę jeżeli podbijesz że nie masz na chleb

Poza bijane okna i drzwi z buta wchodzimy jeżeli ci nie ma kto pomóc

Też kiedyś byłem tam od tego czasu prowadzę terapię obok mikrofonu

Nie windą do nieba schodami w dół

Ja chyba zatonę obok Titanica

Sam kopałem sobie wiele razy dół

Tych co zasypali go kilku jest dzisiaj


[Refren]

Chyba zatonę obok Titanica

Bo na tym świecie żyć bez was się nie da

Niektórzy daleko są jak galaktyka

Daleko gdzieś tam jak Andromeda

Schodami na dół nie windą do nieba

Powiedz niech lepiej nie idą tym śladem

Poczekaj na mnie proszę poza światem

Bo jestem jak auto na drodze bez świateł

Chyba zatonę obok Titanica

Bo na tym świecie żyć bez was się nie da

Niektórzy daleko są jak galaktyka

Daleko gdzieś tam jak Andromeda

Schodami na dół nie windą do nieba

Powiedz niech lepiej nie idą tym śladem

Poczekaj na mnie proszę poza światem

Bo jestem jak auto na drodze bez świateł


[Zwrotka 3]

Przed wami chyba już dojrzałe drzewo

Wyobcowany się czuję nieziemsko

Nie pytaj proszę o zaspanych peron

Myślenie o nim to moje przekleństwo

Widziałem chłopca pod domem dziecka

Stał z papierosem i puszczał kółeczka

Się nie przywiązuje gdziekolwiek zamieszka

Skrępowane ciało a tak mocno wjeżdża

Z upływem czasu coraz mniej siły

Tracąc najbliższych się nie wzbogacimy

Tracimy odwagę na przeprosiny

Się potem łudzimy to jest pojebane

Wybiję za ciebie bo szkoda jest za mnie

Nim złapiesz doła nim skutek dopadnie

Chciałbym powiedzieć tobie tylko tyle

Że prawdziwe skarby są ukryte na dnie

Tysiące mil pod morskiej żeglugi

Wie ci dziwnego że człowiek się gubi


[Refren]

Chyba zatonę obok Titanica

Bo na tym świecie żyć bez was się nie da

Niektórzy daleko są jak galaktyka

Daleko gdzieś tam jak Andromeda

Schodami na dół nie windą do nieba

Powiedz niech lepiej nie idą tym śladem

Poczekaj na mnie proszę poza światem

Bo jestem jak auto na drodze bez świateł

Chyba zatonę obok Titanica

Bo na tym świecie żyć bez was się nie da

Niektórzy daleko są jak galaktyka

Daleko gdzieś tam jak Andromeda

Schodami na dół nie windą do nieba

Powiedz niech lepiej nie idą tym śladem

Poczekaj na mnie proszę poza światem

Bo jestem jak auto na drodze bez świateł