Released on September 3, 2022

Thumbnail

W oczy sypią mi litością

Oskary brzydzą poprawnością

Myśli plujące wolnością

Zamknięte za cudzą skromnością

Pośród tego stoję sam, taki mały, mały

Nie było mnie długo, odjebałem się od ściany

Odkleiłem od mądrości i wiary

Połamałem wartości, schematy

Na szyi nosiłem wisior, miał przypominać mi o dedukcji

Jedyne co dał mi to odgłos metalu, ha - gdy miałem się skurwić

I brak zaufania co niszczy te ludzkie koneksje, nawet najbliższe

Gdy dla miłości jesteś jebanym dzieckiem

I piłem, i piłem i paliłem szlugi

Gardło wołało o Strepsils i z bzu drink

I w pracy, i w domu, i w aucie i w polu

I wszędzie jak spotkałeś mnie to byłem, no, najebany

I to nie bez przesady, co mogłem to dawałem z siebie

Ale miałem ten brak wiary

Zamykam dogmaty, zamykam dziś mordę

Wychodzę na prostą swobodnie, prowadzę ostatnią wojnę

Z samym sobą nie skończę, dla Ciebie i siebie będę lepszy

No Boże, zaufaj mi proszę, ah

Ten ostatni raz - i koniec

Jak nie wypali to moment, jak nie wypali to lecę po moet

I skończę tak jak zacząłem i koniec będzie mi bliższy niż Rolex

Bo nigdy nie chciałem tych hajsów (tfu!) czy złoty łańcuch

No komu to kurwa potrzebne?

Dla mnie ważny był Persen

Byś miała spokojny sen ten

Nie znów z nożami jak Ten-Ten

Czasem czas cofnąć jak "Tenet

Gotować jak w Breaking Bad, ale nie metę, tylko obiady

Bo mety nie dałbym rady

Bo nie dałbym rady utrzymać gromady

Ale teraz sensualny bardziej niż wcześniej

I czuję o co chodziło Ci przecież

To moja pierwsza jest miłość...

(some freestyle here)