Released on May 31, 2024

Thumbnail

[Zwrotka]

Biała skóra, na niej czarne tatuaże

Białe skóry, czarny lakier, czarne bluzy, biały pattern

Subkultura, którą korpo lata zamieniały w badziew

Stary betonowy gigant, u stóp jego cmentarz marzeń

Wiem, nie sparzę się od ognia, jestem smokiem, zionę prawdę

Przybyłem odebrać złoto tym, co uzurpują władzę

Mam tu armię, płoną race

Nie nazywaj mnie raperem, jestem ich najgorszym strachem

Dlatego zaglądam grze w oczy

Są puste i mętne, wołają pomocy

Wkładam w to serce, pracę i wiarę

Bo to satysfakcja jest dla mnie Graalem

Zacząłem robić to, bo miałem dosyć

Tylko dzięki muzyce dziś czuję się wolny

Zrzucam okowy, podziwiaj przemianę

Smok jest czerwony, wypluwa lawę

Hajs jest Meduzą, serca zamienia w kamień

Jak nie dasz na dłoni ludziom, sam wiesz, co wyłożą na nie

Każdy mój track to zmartwychwstanie, a nie kontent

Bo tylko między wersami mogę wziąć prawdziwy oddech

Dziś jestem w formie, choć to nie finalna forma

Eastern European Soundtrack jak jebany Molchat Doma

U nas o ludziach świadczą czyny, a nie loga

W które często się ubiera kolos na glinianych nogach

Dawno przestałem dzielić muzę na gatunki

Najważniejsze jest, co czujesz, a nie sprzedażowe słupki

Łatwo się mówi, ale nigdy nic wbrew sobie

Bo żyć pod dyktando innych to nie wolność z bycia smokiem

Więc zdzieram gardło, Mojry wiedzą, co potem

Studio to moje Bando, to w nim chcę robić flotę

Się polubiłem z karmą, idę po swoje

Się pokłócili z prawdą, nadchodzi koniec

Gdy kiedyś umrę, chcę poczucie mieć, że żyłem słusznie

Nigdy nie być odtwórcą, stać się gatunkiem

Zamieniam furię w wersy, emocje w brzmienie

Jestem swym własnym głosem, ja pierdolę pokolenie

Daje nadzieję mi kilku, od których czuję pasję

Reszta to twory rynku i ich wariacje

Cywilizację spalić, by nową zbudować na jej prochach

Polska musi zajrzeć w paszczę smoka