TRANSΔ⁹

By Hugo Knauf

On 11:11

Released on November 22, 2022

Thumbnail

[Skit]

Pozwól swojemu ciału oddychać tak jak potrzebuje, może się w jakiś sposób poruszyć


[Verse]

Panorama kawa trawka

To nie vlog jak Casey Neistat

Bujam się jak tratwa gdzieś po plantach, blantach

Wszystkie myśli part time jak na widelcu pasta, zwinięte jak paragraf mam jak świat wokół palca

Ten bit jest pojebany, nie wiem jak to kurwa nagram

Otwarty przed fanami szeroko jak nocna szafka

Jak karafka której zabraniała tobie matka

Jak ten Snapchat co wysłała lekkomyślna koleżanka

Nie mów o braku perspektyw jak Leo da Vinci używam powietrznych

Te wersy to jak szeroki obiektyw ty tylko tworzysz iluzje głębi

Taką mizerną jak Leo Messi

Twoja karkówka udaje befsztyk

Ja przed wieprze rzucałem perły

Smokom szyje owce jak Szewczyk

Zjadłem na tym też zęby by gryźć jak lew z Tasmani

Jestem w kurwę drapieżny i też już mnie nie zobaczysz

W tym gatunku ostatni

Jak hattrick blizny trzy paski

Jak Charlie Chaplin gram slapstick

Jak Arctic Monkeys niejasny


[Chorus]

Jak zły początek dnia ma boleć

To wole spalić gram, zapomnieć

Znów widzę cię w mych snach

To koniec

Przestałem liczyć na kontrole


[Verse]

Chcą szpecić mnie QR-em lecz nie łapie żaden skaner

Zrobiła mi się opona gdy przytyłem pare kg

W Lublinie je palimy jakby się nie trafił papież

Mogłem to w sumie olać ale truchtam już czwarty km

Zostawiam czarne dymy jakbym zjebał wtryskiwacze

Uśmiecham się szeroko tak jak kot z Cheshire

Szczerze krzywe zęby bo miałem odkamieniane

Gołe sfinksy w koło chcą zadawać mi pytanie

Znów silnik mam do remontu, torturuje się dla tortu

Chciałbym poczuć się w końcu jakbym samotnie czekał w korku

Kiedy odwiedzam kościół nie chce więcej czuć się jak potwór

Jakbym kupił kota w worku albo jakbym szukał transportu

W kościele chcieli nas uczyć jak to się robi na kalendarzyk

Ja znałem tych co w niego kopnęli i średnio mnie teraz to bawi

Wszyscy mi powtarzają że wyglądam jak Niall Horan

Ostatnie miejsce gdzie autonomia to moja głowa gdy pale towar


[Chorus]

Jak zły początek dnia ma boleć

To wole spalić gram, zapomnieć

Znów widzę cię w mych snach

To koniec

Przestałem liczyć na kontrole


[Bridge]

Mój scenariusz życia wbity w kilka zwięzłych piosnek

Chociaż miewa przykre sceny nie napisał ich Sofokles

Od nieustannego biegu nie mam obrzeknietych kostek

Moim celem ciągły postęp i nauka z każdym stopniem

Smutek, który wdarł się pewnie zrobi to ponownie

Jak głupek wszystko kradnie nawet to co nieistotne

Ucieknie weźmie maskę w sumie nawet dobrze

Jestem z powrotem tam gdzie mam w głowie helikopter


[Verse]

Ratowała mi dupę, tyle razy miałem supeł z myśli

Odpalałem komputer, bit pod frazy pół linijki

Brałem buch za buchem, łapiąc fazy z lufy iskry

Brak mi teraz zakłóceń się czuje jak delta Wisły

Choć nie płynę z nurtem zaraz spłuczkę ksywki

Paski mam na bucie, nimi pozdrawiam trawniki

Jak z sativy filip wyskoczyłem se z indiki

Narkotyki w fiolkach miałem po nich fiku miki

Skakały przez przełyki ale ja robiłem triki

Na nadmierne w gardle litry nie pomagał Hepaslimin

I wychodziły żyły gdy chciałem pokonać siebie

Wyszedłem ze swojej ligi, przesiadając się na miejskie

Dosyć ekwilibrystyki nie zatrzymam się pod finał

Ja nie Vanderlei de Lima, się nie przyda taki łup

Medal Pierre de Coubertina, jak Tamberi zgolę pół

Zrobię esse do Barshima i wykładam na to chuj