Released on May 25, 2014

13K Views

Thumbnail

[Zwrotka 1: Deys]

Wrzucasz mnie bez recepty, wchodzę w recepcję

Załączam sepsę w Twoją percepcję

Na receptory zaplączę lejce

Wplatam Ci nowy koloryt przez nie

Nie wiem skąd to wziąłeś, ale czarny rynek lubi mnie

Danger, danger, second hand, insektycydy jak Cyklon B

Na opozycję mam bezpiekę, to etymologia rozkurwu; swag

Wszystko przerasta; Bob Marley, wszystko przerasta jak w bigoreksję

W źrenicach wizje arytmiczne, a nie step sequencer

Redefiniuję nowe spojrzenie na entertainment

Skończysz się amorficzny, nie licz, kurwa, na prewencję

Za takie ornamenty warto przegrzać siebie we śnie

Wycinam dalej numery jak ploter, żadne nożyczki i Demonologie

Jak uderzę w stół, na szczęście nie podskoczy mi figurka ze Słoniem

Stoję po Twojej stronie z perspektywy drugów, man

To jest tak creepy, creepy, że odpalisz Radiohead

Nie mów, że nie chcesz więcej, nie chcieć więcej - niemożliwe

Nie polecę w tą logikę, tak, jak Rubik w daltonistkę

Zrobiłem Breivik, z uczuć znikam sobie niepozornie

Do zobaczenia w nowej dawce, na podatnej stronie

[Refren: Deys, Zerocool]

Zasypiasz, sypię sny, mój Hollywood to gravel pit

Z odmiennych stanów zza baru laudanum, murti bing

To nie był Twój ostatni raz, 21 gram

Reorganizuj siebie na to, co Ci mogę dać

Zasypiasz, sypię sny, mój Hollywood to gravel pit

Z odmiennych stanów zza baru laudanum, murti bing

To nie był Twój ostatni raz, 21 gram

Reorganizuj siebie na to, co Ci mogę dać


[Zwrotka 2: Zerocool]

Chyba powoli brakuje ci tlenu

Ta sama samsara bolesnych obiegów

Zdobywam biegun, martwy uśmiech, satori sekund odbija pustkę

Ty chodzisz w kółko, ja staję się kółkiem, to katalepsja i ataraksja

Prastara prawda Mulder, Scully, naćpani astronauci Mai

Pod powiekami Zerocool, neuronami zero, pół

Receptorami GABA, taka zasada - zbrodnia i kara

Dotykasz słońca, a potem spadasz i nie wysiadasz

To dopiero bessa i epilepsja na Twoich rzęsach

Gdy mówisz: "przestań, przestań, przestań!"

Przyjazna przestrzeń, bez zabezpieczeń, wchodzę

I już nie idę, a lecę (lecę) tak dalece

Wejdę w Ciebie, że rozjebiesz się o ziemię

Coraz ciemniej, tylko ciemniej, czemu częściej

Mnie nie bierzesz, skurwysynu, na poważnie?

Moglibyśmy przecież razem zniszczyć Twoją wyobraźnię

Moglibyśmy przecież jeszcze dać se tę ostatnią szansę

Nasze związki raczej twarde, prawie szorstkie

Płynę z prądem, włączam się w obieg, potem dostrajam

Odpalam kanał, kanał "odpadasz"

Nieme te dusze; mistyfikacja

William Seward na tyłach świata, MTV Award flaga zatknięta

Na Twoich wargach, na Twoich wargach, na Twoich wargach

[Refren: Deys, Zerocool]

Zasypiasz, sypię sny, mój Hollywood to gravel pit

Z odmiennych stanów zza baru laudanum, murti bing

To nie był Twój ostatni raz, 21 gram

Reorganizuj siebie na to, co Ci mogę dać

Zasypiasz, sypię sny, mój Hollywood to gravel pit

Z odmiennych stanów zza baru laudanum, murti bing

To nie był Twój ostatni raz, 21 gram

Reorganizuj siebie na to, co Ci mogę dać

Tekst - Rap Genius Polska