Released on July 31, 2015

5K Views

Thumbnail

[Intro: Deys]

No dobrze, no dobrze, Hashashiniści


[Zwrotka 1: Deys]

Ej, znowu wkręcają, że te ich albumy

To są dla nich niczym potomstwo (no)

Szkoda, że mają swój powód do dumy

Ale płyta matka chce tabletkę "po"

W sumie tak poza muzyką, to chodź

Pokaż mi, czego nie było, non stop

Tłukę się w tłumie, a chcemy na luzie

Se tylko popatrzeć na Festiwal Off

Czekaj, chyba było już, że zostawiasz mi tylko zapach

Czekaj, chyba mówił ktoś już: "nie odchodzę, żeby wracać"

Nie poznaję co to, gdy nagle tak mocno

Mi współczuje każdy, powielają się

Czarne jak Kongo, te twarze, no srogo

Jak trzeba ci ludzi - im ciebie już nie

Potrzebujesz ciepła, oleją cię moczem

I nie tylko reszta, bo pewnie też ja

Z takim wyjątkiem, że wtedy urynę

To zamieniam na strumień myśli od Joyce'a

Nie czytam wierszy, choć szanuję wieszczy

I cieszy, jak ma tu ktoś ambitny tekst

Czaisz, że dzwoni, lecz w jakim kościele

Jak zamawiam Taco, to nie Taco Bells

Dawid nie biegnie za pustym króliczkiem Playboya

Wybrany jak Neo Keanu

Masz wątpliwości i ciągle, że "może"

Twoje pod poziomem jak Jerycho miasto

Wciąż wyczulony na przestery mnogie

Jakbym nie daj Boże miał matkę Senyszyn

Jakie manewry, mój słuch absolutny

Pogrąży ciebie w absolutnej ciszy


[Refren: Deys]

Na horyzoncie powidoki i nic więcej, co?

Ja widzę powidoki, znowu ta wielokrotność

Na horyzoncie powidoki i nic więcej, bro

Ja widzę powidoki, powielona przytomność

Na horyzoncie powidoki i nic więcej, co?

Ja widzę powidoki, znowu ta wielokrotność

Na horyzoncie powidoki i nic więcej, bro

Ja widzę powidoki, powielona przytomność


[Zwrotka 2: Zero]

Dziś już wiem, że zmieniam wszystko jak monolit z Odysei

Do mnie zwracaj się ostrożnie, bo jak Hadżar tonę w czerni

Chcą nas streścić diagnozy pochopne, podrośniesz i zmierzysz

Wzrokiem, odpowiedź sklecisz albo napytasz se biedy

Się pytasz, kurwa, kiedy Hasha wyjdzie: Hasha idzie, poszło

NASA już się martwi, żeby to was nie przerosło

Taka prawda, inicjacja, jak się boisz, to nie podchodź

Jak przebolisz, to się podpisz pod tym, potem podaj ziomkom

No bo to życie od tracku do tracku, łap album, nasze jak proton

I nihil novi, bo masz po tym powidoki, mordo

Same powidoki non stop, jak prorok się lękam o to

Że prosto stąd nas wyniosą na ołtarz, by oddać pokłon

Ty nawet nie podchodź niepewny jak Ronin

Bo robi się tłoczno, mam przepych ikony

Spojrzenia na deskach, ja muszę je znosić

Nie muszę się prosić o cudze prognozy

Sam jak trailer zapowiadam to, co będzie

Ty się szykuj na premierę, bo to ostro cię rozjebie


[Refren: Deys]

Na horyzoncie powidoki i nic więcej, co?

Ja widzę powidoki, znowu ta wielokrotność

Na horyzoncie powidoki i nic więcej, bro

Ja widzę powidoki, powielona przytomność

Na horyzoncie powidoki i nic więcej, co?

Ja widzę powidoki, znowu ta wielokrotność

Na horyzoncie powidoki i nic więcej, bro

Ja widzę powidoki, powielona przytomność

Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska