Released on August 2, 2015

Thumbnail

[Zwrotka 1: Zero]

Szukasz w odsłuchach, na bitach, w podbiciach

Nie ma mnie tutaj, enter the T.A.Z

Ty nie masz jutra, a ja nie mam dzisiaj

Bo pierdolę świat; Jack The Zipper

Kserokopie odbite aufwiedersehen, vide, patrz

Jeśli masz oczy, od tego je masz

Smakujesz sylab, by trawić je w duszy

Poruszy i wrócisz po więcej, gdy poczujesz brak

Zważ na inercję jak Homoki "Jaws"

Bo sypią się ramy ze stali i szkła

Posypią się plany jak słabi na psach

Nie zbawi cię władza, to blaga dla mas

Choć może cię jarać posada i hajs

Powaga i staż to jebana gra

Nawzajem se skakać do gardeł na znak


[Refren: Zero]

Czas młodych bogów, chodź, jak złoto w ogniu, stop

Nie sprosta odium, co ogół w zarodku zmiął

Wyrwiemy z martwych form jak władze z martwych rąk

Chcesz wagę z prawdy zdjąć, by szydzić z nagich jak Hiob?


[Zwrotka 2: Deys]

Mam mikroplany z niczego po niebyt

Wjeżdżam bezczelnie metodą imersji

"Mercy" mówi do mnie próżnia, wrzeszczy

Wieki pomijana przez umysły wielkich

W moje nic takie, którego nie mogę nazwać

Nie wyraża mnie ta faza w trzech jaźniach

Szlachtuję tytuły, nie wiem, co to jest empatia

Mam nadzieję, że dla ciebie to nobilitacja

Krew niedoli dla tych, których szansa nie wymaca

Za późna obrona to jest na zawsze pogarda

Wysyłacie sondy, ale żadna z nich nie wraca

Nie ratują Kerbale i Wesołowska Maria

Znów dobijam resztę jak targu z Hermesem

Te słowa prześwięcą cię, masz egzegezę

Choć patrzę pobieżnie na bieżnię tych starań

Metabolizm nawet ich spóźni się w metę

Myśli nie przesądy, to kolejne monstra

Jak dzieci, co wierzą w demony spod łóżka

Jeszcze nie wierzysz, to już nie odpukasz

Wychodzę z papieru; Księga Babadooka


[Zwrotka 3: Zero]

Po Hasha nie spytasz, co znaczą starania

Podnoszę dyskusję o kwalifikacjach

Choć determinacja to niejasna sprawa

Nie tańczę, jak zagra mi demon Laplace'a

Nagrodą jest cisza, co wokół się skrapla

Ja w zamian zostawiam oniemiałe stada

Oklepane hasła to prawdziwa plaga

Że chyba się sami nie mogą połapać

I trzymam się mocno jak słowo imama

Uzależnieni jak Chiny od hana

Od teraz od zera oznacza od zaraz

Ja za każdy wołacz zawołam se haracz

Subtelny szantaż? Kurwa, no popatrz

Świat to surogat jak Lewiatan Hobbesa

Sumą logowań przelanych na konta

Jak sowa Minerwy, ich Synaj dla lepszych

Przecinam więzy, węzły wiedzy

Wycinam w pień całe sektory

Segmenty nędzy, sieć

Pomiędzy tobą a snem, leć


[Refren: Zero]

Czas młodych bogów, chodź, jak złoto w ogniu, stop

Nie sprosta odium, co ogół w zarodku zmiął

Wyrwiemy z martwych form jak władze z martwych rąk

Chcesz wagę z prawdy zdjąć, by szydzić z nagich jak Hiob?


[Zwrotka 4: Deys]

Trochę za miękko mi w tych komplementach

Komplikuj jak umiesz moje dysproporcje

Nie zostanę w kropce jak Morse'a alfabet

Ta autoratywna kontrola nie pojmie

Wyskoczę niczym easter eggi na wizję

To nie jest oblane dziś niczyim szyldem

Przyczynię się do tego procesu czy nie?

Ja jestem w tym ponad, spokojny jak w winie

I mi nie minie, w lawinie niewinnie zakrytych

Bo nie wiem, czy wytrych krytyka zatrybi

Bo dziwni jak studia w Alvernii, budynki

Na stówę nie zgłębisz zaplecza techniki

Pobieżnie się męczysz, ambicje do luftu

Ja mam niepowszechnych dla strumienia mediów

Dwanaście tysięcy dowodów triumfu

Jak ta piramida z poniemieckich hełmów


[Refren: Zero]

Czas młodych bogów, chodź, jak złoto w ogniu, stop

Nie sprosta odium, co ogół w zarodku zmiął

Wyrwiemy z martwych form jak władze z martwych rąk

Chcesz wagę z prawdy zdjąć, by szydzić z nagich jak Hiob?