Sen na jawie

By Guzior

Released on November 26, 2012

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Jestem na szczycie świata

Wyławiam z nad chmur wiatr

Gdzie się na trzecie składa się mój stan

Jak gra słów, zdań

Których składnie formuję na niebie na level wysoko

Jak nie wiem gdy miałem bucha z blanta

To ma być idealne lecz nie jest, nigdy nie jest #DżumaGranda

Męczy mnie to wieczny detoks

Palić nie będę pić też nie

Miękki beton pieprzyć detoks

Wezmę jeszcze, dzięki nie jest mi lżej

Jesteś remedium na cieższe poranki zaręczam

Me medium do tamtych paru wymiarów odkręcam

Slow-mo, monotonność, poligamia, więc przechylam

To nie wolność choć zdaje się wydawać jakby nią była

Wszystko leje się jak woda, he

Umysły są na to podatne

Kleje to tak że przyprawia o zawrót głowy #butapren

Restartuję tę rapgrę

Pierdolę nie robię save-ów

Nagnę blantem rzeczywistość

Weź człowieku stestuj ten luz

Fioletowy spowalnia, przezroczysty przyspiesza

40-sto% to tego roztworu do gardła to wlewam by ból mi uśmierzał


[Zwrotka 2]

Jest parę rzeczy, które leczy moją duszę, niszczy ciało

Muszę grzeszyć – nałóg

Rzeczywistość, którą widzę – halun

Ten kwas osiadł gdzieś w psychice i nie widzę nic poza nim

Biję się z głosami w bani

Krzyczę, zanim mnie to strawi, czaisz?!

Czasem za nic nie jarzę jak działa to na mnie i jak mną manipuluje

Pulsacyjnie uderza w neurony

Algorytm się jebie jak nie wiem

Złość bierze tu górę

Pruję przez chmurę w mych płucach

Wystudzam się szlugiem. To głupie, tak lubię, zarzucam

Swoiste smoliste płaszcze na płucach i nucę

Ten track, który przy szlugu zanucam

Jestem zły i jestem niezły w tym

Nawet cierpkie ciężkie łzy wywołam u ciebie

I cię zostawię... z tym

Sam budzę demony tu we mnie

Nie łudzę się. Wiem, że to jest, ziom, jebnięte

Przez pryzmat denka butelki się przyznam, że trudno nie dostrzec tu piękna ucieczki


[Hook x2]

Słońce przebija przez kurz w powietrzu

Dalekiego rażenia są promienie

Światło nadzieje rodzi ślepców

Nabieram się na marzenia wciąż gonię je

Pragnienie spełnienia ich

Wspomnienia mi spopiela dziś skronie me

A schronienie niegdyś miały między nimi płomienie