Blackout

By Guzior

On EVIL_THINGS

Released on June 8, 2018

17K Views

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Jestem wysoko, zaraz obok pana Ikara

Adamo ma pasy do konta, usuwa w minutę szlamy z Instagrama

Nadzór moich społecznościowych to kawa i xanax

Mówi mi zegarek, zegarek „szósta”, gdy śmieci na live’ach gadam

Panny mówią, że ładnie, gdy fioletowieć lima mi zaczną

Ponoć mi do twarzy, to dobrze się składa, bo wpadam se ostatnio w bójki

Mam chrypkę, bo płuca inhaluję wciąż w trasie klimatyzacją

I palę szluczki do pisania i trochę wina, by zasnąć

Nie nadaję się, obiecuję, że nie zabrzmię jak porzekadło

Nie znoszę nauczycieli, w maturalnej ujebał mnie łysol z niemca

Liczcie im sekundy, bo padną w trzynaście jak Jose Aldo

Potłukłem pożółkłe lufki, bo polski skun mi już nie służy

Ujebałem koszulkę Supreme sosem, sosem, sosem, sosem, sosem

Sosem, sosem, sosem, sosem, sosem, ty byś już leciał prać, a ja to zniosę

Sosem, sosem, sosem, sosem, sosem, sosem

Sosem, sosem, sosem, sosem, sosem, sosem…


[Refren]

To kolejny blackout, to kolejna plama

Kolejny blackout, to kolejna plama

Kolejny blackout, to kolejna plama

To kolejny blackout, to kolejna plama

Kolejny blackout, to kolejna plama

Kolejny blackout, to kolejna plama

To kolejny blackout, to kolejna plama

Kolejny blackout, to kolejna plama

Kolejny blackout, to kolejna plama

To kolejny blackout, to kolejna plama

Kolejny blackout, to kolejna plama

Kolejny blackout, to kolejna plama


[Zwrotka 2]

W udawaniu jestem najgorszy, wóda, valium - jestem najlepszy

Ku awariom zmierzam na ten beef

Rób banknot, rób banknot, nie chodziło wtedy o kesz mi

Nie wal z dychy, nie rób bidy, wszystko mam tak pomieszane

Jebie tu gównem, nie Chanel, podwórkiem obszczanym

A parę pięter wyżej leżę oparty o ścianę

Siema, ziomal, chyba życie chcę zmarnować

Bo już nic nie działa, ile będziesz restartował

W piramidzie od Maslowa jest narkoman, proszę ten sarkofag

Chcę tam schować swoje ciało, chociaż wczesna pora, no ta

To zamach na moje życie, przysięgam na moje życie

Znowu nic nie robię, znowu żyję byle jak

Znowu chujem wieje, to się zapowietrzycie

I nie będzie z płuca czym krzyczeć

Kiedy chcę, robię i jebać ten biznes

Ja to całkiem opozycja, w sensie dotychczas

Moje zatoki odwiedzały statki kosmiczne

Moje filmy w kinach nigdy nie gasną

Mam kostki odbite, bo więcej niż garstki potyczek

Robię bardachę, się tłukę, ja miły!

To nie z mojej winy, to tamci są jacyś, ja muszę odpuszczać?!

Ja nie myślę chwili, pozdrawiam paluchem

A potem jest kłopot, i gasnę obuchem

I gasnę obuchem


[Refren]

To kolejny blackout, to kolejna plama

Kolejny blackout, to kolejna plama

Kolejny blackout, to kolejna plama

To kolejny blackout, to kolejna plama

Kolejny blackout, to kolejna plama

Kolejny blackout, to kolejna plama

To kolejny blackout, to kolejna plama

Kolejny blackout, to kolejna plama

Kolejny blackout, to kolejna plama

To kolejny blackout, to kolejna plama

Kolejny blackout, to kolejna plama

Kolejny blackout, to kolejna plama