[Zwrotka 1: Grypcio]
Patrzę na ziomeczków, mówię do nich "podejdź na blok"
Od dawna wiedzą, że w podziemiu to ja jestem kot
Paranormalnie lecę, nie wiem skąd się wziął pogłos
A niby twój samochód w gazie, ale pedał trzyma hoe
A ja jadę szybko, trzymam poziom jak Santara
Bardziej Santiago, a po EP'ce mówię "nara, nara"
Fenomenalnie lecę, ale to nie twoja sprawa
Kiedy przyspieszam robię (wrrr...)
Ty to pajac
A my robimy ten papier, papę zatem, mamy go z bratem
Ziomek podaje tę szmatę na balet
I robi to dobrze, ale nie dla mnie
Ja nie polecę jak Alberto i dobrze wiesz to, bracie
Wyżej trzymamy ten poziom, wyślę go na OIOM
Ale liryczny, błaźnie
[Zwrotka 2: OTF KEBE]
OTF KEBE, gang
Twoja szmata daje buzi, kiedy rano budzę się
I przytulam mocno Barbie, potem mówię, że ją kocham
Ale odpisuję innej, bo to, dziwko, jest na pokaz
One chcą tylko pieniędzy, no to piątkę macie
Wszystko sam zrobiłem, no to nie gadaj o szmacie
Ty zabierasz na randkę, Burger King czy Maczek?
Ty zostaw tego gościa, OTF KEBE to traper
CSSL, robię skrrrt, bo mam sianko
Zarabiam, ile mogę, będzie serio dobrze, mamo
Suka mi gada za dużo, to szybko odpulę, zarabiam mulę
Forsę się dzieli, nie patrzę na wrogów
Nikt już nie zmusi, bo już nic nie muszę
W moim kubku fioletowo, to platyna, a nie złoto
[Zwrotka 3: Yanny]
Daj mi cały swój cash, dajesz jedną - biorę dwie
Nie mówię o głupich sukach, one nie obchodzą mnie
Ty łykasz, co leci w TV znów, ale mnie to nie dziwi już
Widziałem za dużo ludzi, co nie mają własnych głów
Złoto, robię to po to, żeby nie musieć się prosić
Wyjebane w nich, przecież nikt im nie dogodzi
Chciałeś wyjść przed szereg, a stoisz znowu za nami
Brat się potknął, i tak leży wyjebany
Pakuj mi xany, muszę naładować punkty many
Biorę łyk i już naładowany, fiolet dziś pokrywa moje ściany