13.10.90'

By Gedz

On Satori

Released on June 6, 2014

Thumbnail

[Verse 1]

Urodzony trzynastego dziesiątego dziewięćdziesiątego

Gotów, by spełnić swoją misję - dać grze świeżość

Podejmuję decyzje, mordo, chuj ci do tego

Spełniam marzenia, bo dla mnie limitem nie jest niebo

Mam już niejedną bliznę na sercu i psychice

Sam zawiodłem się na kimś, a ktoś na mnie - takie życie

Niejeden problem za mną, niejeden jeszcze widzę

Spełniam marzenia, bo dla mnie niebo nie jest limitem

Wziąłem się w garść, pierdolę smutek i robię kwit

Wolę dawać niż brać, dlatego dziś nie jest mi wstyd

I nawet, gdy założą pętlę na szyję i będą kpić

Uśmiech na mojej gębie powie im, że...


[Hook]

Jestem lepszy, lepszy od nich

Jestem lepszy, lepszy od nich

Jestem lepszy od nich

Jestem lepszy od nich


[Verse 2]

Nie mają swojego życia, dlatego mówią o nas

Nie mamy nic do ukrycia, nie śpimy na milionach

Dzwonię po dobrych ziomach, mamy się w telefonach

A czas mija nam na wartościowych rozmowach

Nie pytaj mnie czy flacha, czy browar, mordo

Nie pytaj mnie czy macha, czy nocha, mordo

Nie mam już nastu lat, by jarać się kreską i goudą

Do takich jak ja należy świat, wystarczy po części wyciągnąć

Ręce i garściami brać, gdy dają za friko

Jestem przykładem na to, że ciężką pracą można dojść znikąd

Gdzieś i jeśli ktoś kiedy spyta cię

Jakie to uczucie, ty powiedz mu, że...


[Hook]