REFREN: (x2)
Same shit, different day
Dzień świstaka, ale to nie czasy srebra
Torba z żaby, w środku vac, na nim silver tape
Nie BDSM, choć lateksy na rękach
FROSTI:
Szponty, chachmęty, obrotniaki, i golasy
Fejk, ballerzy, co w sezon chcą przejąć miasto
Potem płacz, i zgrzytanie zębami
Bo zwiną wszystko za cały hajs, i przypadkiem padło
Szybki awans, z pijalni do c'est la vie
Z kurwami i influencerkami
W domu baba z dzieckiem czeka, aż się w końcu zjawi
A dorabiasz jej nieświadomej rogi z małolatkami
Przeciwko kurestwu, i upadkowi zasad
Ważne, że jest kasa, i dragi na A$AP
Każdy, kto ci to podrzuci, to już będzie braciak (mm, dobre)
Wpadaj mordeczko na pasa (skąd to? Boliwia.)
Męskie plotkary, zakompleksione parówy
Pogadać o czyimś życiu, to jest takich hobby
By rozplątał mu się język, nie potrzeba grudy
To jak śmiać się z ćpunów, kiedy sam tamujesz nosebleed
REFREN: (x2)
Same shit, different day
Dzień świstaka, ale to nie czasy srebra
Torba z żaby, w środku vac, na nim silver tape
Nie BDSM, choć lateksy na rękach
OG OLGIERD:
I potknął się w namiocie (eee)
O cię, kurwa, wyjebał w donicę, porobiony przez bociek
Andaluzja na squat'cie
Nikt się nie spodziewał, że elektryka lewak
Bez żaluzji, bo nie miał
W planach duże kule, a nie miał
Pech, bo w burze
LED nie chce świecić dłużej
Z gleby się podnosi, wokół roślin (tak, walę!)
Czy wale-nie, jak morświn
Dość ma przeżyć, ale jeśli chce żyć
Nozdrze musi się rozszerzyć, przecież jesteśmy dorośli
Witamina pachnie rybą
Chwyciła mnie za T-bone, bo pokazałem original kości
Nikt tu nie lubi trocin
By utrzymać wikt, mordo, trzeba się napocić
By zarobić plik, wszak krzak trzeba napoić
I dozbroić się, jakby wjechali na wszelki
Kiedyś miałem taki big pack na badejach
By nachy nie spadły mi, założyłem szelki
Wpierdoliłem się z bomby przed szereg, niczym Leeroy Jenkins
Oby więcej nie wylało się piwo
Oby nie wylało, dzięki
REFREN: (x2)
Same shit, different day
Dzień świstaka, ale to nie czasy srebra
Torba z żaby, w środku vac, na nim silver tape
Nie BDSM, choć lateksy na rękach