Border

By Frank

Released on April 19, 2014

Thumbnail

Ta odwieczna tułaczka nie ma tutaj końca

Prowadzisz ciągle żywot jakby wojennego gońca

Od misji do misji, tak to wygląda

Arystokracja jest wyżej dba o swego członka

Śmiało mogę stwierdzić, że synem jestem pieśni

Światło z ciemności tylko Ty możesz nakreślić

W Twoich myślach sporo złości, cóż sam ją przyciągasz

Więcej wkładu w to co robisz to odpocznie Mojra

Pustkę jak na razie wypełnia zielona torba, bo

W dupie wszystkich troska to czemu nie spróbować tego co jest zakazane, ziom?

Wdrapie się na szczyt żeby z góry kurwa spojrzeć

Mogę później nawet spaść z niej, ale zrozum ze tam dotrę po to by z olimpu rozpalić se pochodnie

Staram się być swych marzeń kuźnią

Czasem może trochę czasu idzie na próżno

Luźno luźno staram wmieszać się w tłum

Ale nie jak Ci ludzie co obniżają górę w dół

Jak zachce Ci się srać to wysrasz pół ?

Trzeba zaopatrzyć się w papier czy cuś

Cały szit załatwić w lawy krater, wciąż być idiotami sparzy dupsko wraz z kutasem

Zupełnie błogi stan otacza mnie czasem

Mój tworzący się świat jestem w nim aktorem mów mi Crowe Russell

Wiara w moje afirmację jest po prostu piękna, szkatuła mózgu frenologia trochę odmienna

Ale kto powiedział że musi być taka sama

Jestem rezolutnym endemitem w zrozumieniu czytaj trudnym typem

Unoszę się w gorę paruje ponad syf, nie ukrywam ze z atmosfera mam beef

Bo skraplam się tam i spadam znów w mig

Ale jestem napastnik niczym Larsson Henrik

Po trupach do celu dewizą na dziś

Jestem napastnik zrozum to, mów mi Larsson Henrik dziwko