Released on March 23, 2020

13K Views

Thumbnail

[Intro]

Zombie, jak zombie

Zombie, półprzytomny

Jak zombie, zombie

Jak zombie


[Zwrotka 1: Floral Bugs]

Mam nowy outfit, na mnie łeb meduzy, bo mordo już chodzę w Versace

I ta głowa z mitów zamieniła mi serce w kamień, a i tak się wciąż na nią patrzę

I znów robię drinka w którego w skład wchodzi, kostka zimnych uczuć pomieszana z płaczem

Za płaszczem mam stragan starganych emocji, którymi jak zawsze nie dzielę się z światem

Chodzę jak zombie, się włóczę przez miasto, jak zombie, za mną moja horda jak zombie

Choć czuje się sam tak jak zombie

Mam uśmiech na twarzy

Lecz ciało mam w dziurach jak Kanciastoporty

Jak pójdziemy razem do łóżka, to proszę cię potnij mnie i trzymaj mocno za szyję

I podrap mnie do krwi, daj klamkę pod szczękę, skacz po mnie krzycząc, że mnie kurwa zabijesz

Odbezpiecz tą klamkę i wsadź mi ją w usta, to może wreszcie kurwa powiem, że żyję

A jak w moich oczach dalej będzie pustka, to pochyl się i błagam szepnij swe imię

Pancerz pokrywam hajsem

Ocieram znowu łzy zmiętym banknotem, sam w aucie z życia pełną garścią zabieram co mogę, żeby nie uciekło przez palce

Tak wiele tłamszę, tak mało znasz mnie

I znów wieczorem siadam do spowiedzi przed majkiem

Ciało jest martwe, wnętrze jest martwe

Patrzę w swe oczy i chyba umarłem

I chyba umarłem, i chyba umarłem kurwa


[Bridge]

Jestem znów tak bardzo pusty i znów włóczę się jak zombie

W oczach widzę pustkę, panicznie szukam emocji

Tak bardzo chciałbym poczuć coś, więc błagam weź mnie dotknij

Rozkładam skrzydła, a mój lot krwią wpisze do historii


[Refren]

Jestem znów tak bardzo pusty i znów włóczę się jak zombie

W oczach widzę pustkę, panicznie szukam emocji

Tak bardzo chciałbym poczuć coś, więc błagam weź mnie dotknij

Rozkładam skrzydła, a mój lot krwią wpisze do historii


[Zwrotka 2: Opał]

Czuję tą dumę przez klatkę w tym bloku, a gubię się w tłumie, ale ujdzie w tłoku

Dwa palce w górę za pokój, strumień amoku to stłumię gdzieś w środku

Burzę swój spokój i czekam na burzę z piorunem, co zasłoni lunę

Bo światło to sprawia, że iść już nie umiem

Jak znajdę kierunek to przyśpieszę kroku

Się sypię jak popiół

Brak pomysłu jak mam to zmienić

Się sypię jak popiół w natłoku tych cieni

Z popiołu po trochu się narodzi Feniks

Wtapiam się w chodnik, zastygam jak pomnik

Bez celu jak zombie mi podają skręta

Mówią Zapomnij o błędach

Ja zapomniałem by pamiętać, brat

O snach, o drzwiach gdzie czas sprawia, że frunę

Co? Jak? To? Tak?

Dlaczego nie można spadać w górę

Pili tam, palili, wierzyli w nas

Pełne backstage tych pustych szmat

Znam tych co by się zamienili ot tak

A ja dalej szukam gdzie ikigai


[Refren]

Jestem znów tak bardzo pusty i znów włóczę się jak zombie

W oczach widzę pustkę, panicznie szukam emocji

Tak bardzo chciałbym poczuć coś, więc błagam weź mnie dotknij

Rozkładam skrzydła, a mój lot krwią wpisze do historii

Jestem znów tak bardzo pusty i znów włóczę się jak zombie

W oczach widzę pustkę, panicznie szukam emocji

Tak bardzo chciałbym poczuć coś, więc błagam weź mnie dotknij

Rozkładam skrzydła, a mój lot krwią wpisze do historii