Released on March 29, 2000

5K Views

Thumbnail

[Intro]

Dokąd, dokąd, dokąd...

A jak...

Dokąd, dokąd, dokąd...

A jak...

Dokąd, dokąd, dokąd...


[Zwrotka 1]

Ja składam się z części niespójnych, przeczących sobie nawzajem

Jedna mówi: "Chcę stąd wyjść", druga mówi: "Ja zostaję"

Wiem, że to jest męczące nie tylko dla mnie

Lecz dla tych, którzy ze mna przebywają – mówią:

"Nie mogę znieść tych twoich humorów i zmian" – pewnie racje mają

Bo we mnie jest orkiestra, która grać razem nie daje rady

Jedna część zadowolona – przyjmuje z pokorą wszystkie zmiany

Druga na to: "Pieprzę, ja nie nadążam, wysiadam"

Czasami więc zdarza się, że nie wiem, czego chcę

Jedna część mówi: "Jest tak dobrze", druga "Jest tak źle"

Tyle sprzecznych myśli, by czas pozszywać

I wyciąć to, co złe, niczym chirurg wycina wyrostek

Patrzę czasami na moje dłonie: lewa – młoda, jakby wiecznie wypoczęta

Prawa – pomarszczona, spocona i wiecznie napięta

Jak sytuacje, w których wychodzi złość, bo wygrywa z tą drugą stroną

Wypowiadam wtedy słowa, które bolą...


[Refren]

Ona mówi: "Usiądź wygodnie, ja polepię i zlepię w jedną część

Tu muszę naderwać, tu muszę zszyć, byś mógł we mnie odtąd żyć"

Ona mówi: "Usiądź wygodnie, ja polepię i zlepię w jedną część

Tu muszę naderwać, tu muszę zszyć, byś mógł we mnie odtąd żyć"


[Zwrotka 2]

Więc jestem jeden, czy jest nas dwóch

Rozmawiam ze sobą, siedząc na kanapie i nie ma nici porozumienia

Już wiesz, dlaczego moja twarz tak szybko się zmienia

Jest nas dwóch, dwoje czy troje

Bo niczym w kalendarzu daty, tak szybko zmieniają się moje nastroje

Ty pytasz: "Co jest? Co jest?"

A trzeba mnie złożyć od nowa, część po części jak klocki

Pozszywać do kupy, bo na razie chcę zarzucić nogi na stół

I nie robić nic, i tylko czekać, aż ta druga część przyniesie mi zakupy

Lecz nie mogę rozerwać się, choćbym bardzo chciał

Jedna część chce leżeć, druga namawia, bym wstał

Jedna chce spać, a druga robi wszystko, bym nocy się bał

Ktoś mi mówi wczoraj, że widział mnie w mieście, jak gadam sam do siebie

Ja odpowiadam, że wypuszczam z gęby różne odgłosy

Najpierw mowię "Idę tam", a później "Nie, nie idę, ja mam dosyć..."


[Refren]

Ona mówi: "Usiądź wygodnie, ja polepię i zlepię w jedną część

Tu muszę naderwać, tu muszę zszyć, byś mógł we mnie odtąd żyć"

Ona mówi: "Usiądź wygodnie, ja polepię i zlepię w jedną część

Tu muszę naderwać, tu muszę zszyć, byś mógł we mnie odtąd żyć"


[Zwrotka 3]

Tyle sprzecznych zdań przeczących sobie nawzajem

Wypowiadam w tak krótkim czasie

Nie dowiesz się, co myślę, przyglądając się mej mimice

Ona nie zdradzi nic, nie, nie zdradzi nic

Jest mnie dwóch, może trzech, tylko ty możesz temu zaradzić

Poukładaj mnie kawałek po kawałeczku, poukładaj mnie, proszę

Bo taki podzielony na części jestem zupełnie do niczego, poskładaj tak, jak dziecko składa klocki lego

Jeden do drugiego drugi do trzeciego

A wtedy usiądę wygodnie w fotelu, zakładając nogi na stół

I polepiony solidnie, by nigdy nie było takiej siły, która znów pozdzieli mnie na pół

Będę się czuł jak nowonarodzony, jak z zarzutów oczyszczony

Sam z sobą pogodzony, stanę przed Tobą o tak

Od dołu do góry przez Ciebie polepiony

Ja się nie zmienię, więc poukładaj mnie, a ja zapuszczę w Tobie korzenie


[Refren]

Ona mówi: "Usiądź wygodnie, ja polepię i zlepię w jedną część

Tu muszę naderwać, tu muszę zszyć, byś mógł we mnie odtąd żyć"

Ona mówi: "Usiądź wygodnie, ja polepię i zlepię w jedną część

Tu muszę naderwać, tu muszę zszyć, byś mógł we mnie odtąd żyć"