Released on September 12, 2016

Thumbnail

Dzwoni telefon jak co piątek a ten temat jest Ci dobrze znany

Dzwoni do mnie ziomek i pyta jakie mam dzisiaj plany

Mówię mu że "nie mam" i coś tam że "liczą się spontany"

"no to mordo wpadaj i dawaj ten weekend zaczynamy"

Do sklepu po browary

Bierzemy tyle ile z lodówki tu w między palce szyjek włożyć damy rady

Wóda do lepszej zabawy

I znowu gnamy na stare miejscówki, strzelam, że dziś bociek będzie oblegany

I znowu chlamy, ta wóda tu strasznie pali gardło

Pewnie skończymy o 4:30; Dawid Podsiadło

Rano głowa będzie boleć, jakbym włożył ją w imadło

Rybki, akwarium, wóz albo przewóz

Wybieramy hardcore

Patrze na ziomka, chyba uczy się chwiejnego kroku

Wyciąga telefon, coś bełkoczę do nas w lekkim szoku

"nie wiem czy wiecie, ale poniedziałek wjechał właśnie"

Lekko nam się przeciągnęło to picie na ławce, bang

Ref

Tak wyglądają weekendy

Melanż, kobieta i studio bez przerwy, bez przerwy

Te same miejsca i gęby

Melanż, kobieta i studio bez przerwy, bez przerwy

Kolejny weekend, ziomy chcą powtórki z rozrywki

Doba za krótka, żebym mógł pogodzić ich wszystkich

Mówię, że "dzisiaj odpadam, weekend mam dawno nagrany

Nie dzwońcie i nie pytajcie, plany te nie są do zmiany"

Po tygodniu tyry, tylko marze, żeby się przytulić do niej

Widzę jej uśmiech to serce zaraz jak nitro mi płonie

Przeżyliśmy tyle pięknych chwil tutaj we dwoje

Że zabrakłoby mi dnia, by opowiedzieć to przy mikrofonie

Mówią, że szczęście to deficytowy towar

Ja mam go tyle z nią, że za chwilę będę mógł eksplodować

Serce złote, oczy niebieskie i gdy patrzę na nią

Nie mam żadnych wątpliwości już, jak wygląda anioł

To co nas łączy warte jest więcej niż parę stów

Jak milczymy to dlatego, że rozumiemy się bez słów

Patrze na gwiazdy i tylko to jest zapisane

"jesteście dziś razem, to przeznaczenie a nie przypadek"

Wchodzę do studia, ej kej ej - nora na strychu

Znalazłem bit, napisałem zwroty, pora na tytuł

To będą "Weekendy", te same miejsca i gęby

To właśnie tutaj swoim flow, potnę bębny na strzępy

Kiedy łapie za mikrofon mama boi się, że chata spłonie

Ledwo poszło w sieć, a już to gdzieś lata na rejonie

Jak rapuje czuje się tu, jak ćpuny na mefedronie

Nigdy nie odczujesz tego jak ja, po drugiej stronie

Bo gdybym mógł, pewnie siedziałbym tu cały czas

Zrobię to, lecz najpierw musi paść na mnie tej sławy blask

Zapluwam mikrofon, bo soczystą wymowę mam

Złoty strzał? to moment, gdy ścieżki tu nowe nagrywam

I nie dzwoń wtedy do mnie, jestem "off" jak festiwal

Szał euforii, coś jakbym zajebał sobie "hole in one"

Albo wpadł, ze swoim składem do kasyna w Baden-Baden

Zgarnął całą pulę i kupił w salonie nową furę

Kiedy kończyny możesz po nas tylko puszki pozbierać

Zmieniam zdanie, nazwę to drugim domem od teraz

Słuchają tego, tylko drapią się po głowach

Jak on ładnie tu lata zobacz, jak on lepi te słowa