Released on June 1, 2021

Thumbnail

[Refren]

Kiedyś se grałem, teraz nie mam sił

Wtedy miałem wspomnienia, został tylko pył

Ale ty miałeś być gangsta, się wjebałeś się w syf

Miało być z tego siano, mało widzisz cyfr

Byle czego się łapiesz ale nie mych wit

Jak słyszę nawijkę twoją omijasz bit

To my lecimy zwykle aż na dworze świt

Widzę ciebie gdziekolwiek no to na ryj splitt

Buch, buch ty po rejonie tutaj

Zamiast palić sobie ty tym młodym rzucasz

Mogę sobie pisać o tym ale nie mogę słuchać

Jak się bawisz w ulicę to cię ktoś wyrucha


[Zwrotka 1]

Miałem piłe kopać ale nawijam tracki

Silny jestem taki, nie chcę ciebie zabić

Nigdy nie chcę ufać, chuj wie strzeli z ucha

Będę musiał skrzywdzić a nie jestem taki

Kurwa, nie wiem weź może pogadaj do lustra

Przecież ile można o tym gadać ale też ile można się wkurwiać i tego słuchać

Tobie to mówię

Zdejmę obuwie jak będę na górze

Na razie muszę uważać na skórę

To jest za dobre, napiszę se bzdurę

To moja chwila, narobię zapasy

Chociaż wiem że kurwa będę bogaty

Nie zawiedź taty i nie zawiedź mamy

Takie myślenie pierdoli obawy

Widok na Belgrad

I nic kurwa to już nie da że szybko biegam

Choć dostałem tutaj nagle plus dwadzieścia tempa jakby kopnął mnie agregat

Głowa czy noga, lewa czy prawa

Nakurwiam buty jak Zlatan

Nakurwiam buty jak Benjamin Pavard

Pavard, Pavard, pruję się z okna ta sraka

Chłopaczyna co na czapce nosi sobie pompon

Pyta mnie o bongo albo koko mordo

Wypierdalam stąd, i to w podskok

To nie Władywostok no bo my bujamy Polską


[Refren]

Kiedyś se grałem, teraz nie mam sił

Wtedy miałem wspomnienia, został tylko pył

Ale ty miałeś być gangsta, się wjebałeś się w syf

Miało być z tego siano, mało widzisz cyfr

Byle czego się łapiesz ale nie mych wit

Jak słyszę nawijkę twoją omijasz bit

To my lecimy zwykle aż na dworze świt

Widzę ciebie gdziekolwiek no to na ryj splitt

Buch, buch ty po rejonie tutaj

Zamiast palić sobie ty tym młodym rzucasz

Mogę sobie pisać o tym ale nie mogę słuchać

Jak się bawisz w ulicę to cię ktoś wyrucha


[Zwrotka 2]

Teraz pluję słowa które miałem w sobie

Kiedyś tutaj miałem trochę patologię

Ziomy palą skuna, ja nie palę *wogle*

Sobie biorę porcję no bo gonię postęp

Brudne oczy znowu będą płakać

Moje białe skoki nawet czują fałsza

Jak Myslovitz trochę no bo serce pada

Mała zdejmij zbroję bo to moja rana

Idę jakbym nie widział

Słucham jakbym nie słyszał

Mówię a chciałbym krzyczeć

Ile kosztuje cisza?


[Refren]

Kiedyś se grałem, teraz nie mam sił

Wtedy miałem wspomnienia, został tylko pył

Ale ty miałeś być gangsta, się wjebałeś się w syf

Miało być z tego siano, mało widzisz cyfr

Byle czego się łapiesz ale nie mych wit

Jak słyszę nawijkę twoją omijasz bit

To my lecimy zwykle aż na dworze świt

Widzę ciebie gdziekolwiek no to na ryj splitt