Podwórko

By Fabster

Released on August 27, 2018

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Nogi liczne, opcje liczne, tu wychowanie uliczne

Dengi liczę plik za plikiem, brudny stos, przelew blikiem

Skąd idziesz tu, lisie, filter z kilkiem

Nie na Insta jest fotę, cyknie #nofilter

Życie szybkie, biznes cichcem i nie wchodzę tu z low kickiem

Bo to kopie jak high kickiem, celuję wysoko, typie

Twoje wersy oczywiste jak "kto umarł, ten nie żyje"

Błazny, chuj mnie obchodzicie, syf przesiąknięty plastikiem

Na pełnej piździe bitew, w bit wbitе setki liter

Nabite jak nabitе klamki, klik-klak, to miażdży

Szczękają lapsy jak zamki przeładowanych kałaszy

Płynę z rytmem miast naszych, nocą tam gdzie zatargi

Gdzie finał barwny z przewagą krwistej czerwieni

Niebezpieczny styl z osiedli patologią dotkniętych

Tu leci hejs do bletki, kaka z tego, wóda z setki

Młodzi biznesmeni głodni dengi


[Zwrotka 2]

Czego chcesz, pada deszcz, czego chcesz, nie znasz mnie

Wyrywam cię tutaj z papci, i pierdolę twoje paski

Szmaty mają tutaj smak i nie zagram ci kołysanki

Popalone styki Kaziora, adrenalina czy kosa

Lubię pływać i tu tańczyć jak hipnotyzowana kobra

Żul o dwójkę tu zagaja, a w uliczkę biegną charty

Zakład leci o browara kto zakurwi pomarańczy

Elo, elo, pod kopułą zawsze wiosna

Nie możesz ubliżać przecież, w końcu pęknie ci koronka

Małolaty gonią towar, a pies za winklem tu warczy

Oranżada kolorowa, wóda z mety i fujarki

Kto tu na drzewie zatańczy, kto tu wypierdoli bańkę

Kto się napchnie i odleci, zamówi gumową lalkę

Raz, dwa, witamy cię w kuźni

Jedni tworzą tu rap scenę, a drudzy to kurwa głupki

Nah, ziomek, nie przewidzisz tego

Co otwarte ma być, będzie, głucha noc i głuchy rejon

Wszyscy wkoło siema siema, bo na podwórku jest cacy

Jednoczymy każdy rejon, bo kto kumaty ten czai

Podwórko cię wychowało a matka gasiła korbę

Ojciec robił tu afery, zbuntowana kurwa młodzież

Popalone styki, jazda wuja, wszystkie światła miasta

W konserwie ziomek przyczajka, Turasy kołek i jazda

No to będzie dym, już dawno rozpaliłem go zapałką

Gdyby żył, by słuchał Van Gogh, jest zajawka ponad stan, ziom

Przekręca ci wyobraźnię, choć jesteś pod polem karnym

Stoisz wryty tak jak harcerz po wybuchu nuklearnym

Popalone styki, wojna, ja już ziom przyzwyczajony

Między podwórkiem scyzoryk, oczy kobry i gibony

Wolisz, możesz, co to będzie, wypad w teren i przyczajka

Podwórkowa nuta leci, między koksem ziom w zapałkach

Między prawdą a Bogiem, między szczytem kurestwa

Między sierpem a młotem podwinięta znów kiecka

Popalone styki, wjeżdżam, i siemano, już dziś kończę

Podwórko nas wychowało, w nocy zrobię ziomek słońce


[Zwrotka 3]

Druh wymyślił nam co nocy rap prawdziwy

Już jest typ poza kontrolą, nieludzki prysznic

Nie wystarczy psiknąć Rexoną

Do góry poziom, ponoć skaczą ci co się boją

Ważna pomoc, tylu było, nie ma nikogo

Takie życie, piję i piszę rap na ulicę

Uniwersytet, te świadectwa, choć na szóstkę

Zdała na pieska, dostała laskę, z laski dostała trójkę

Z trójki ani połówki, bo zrobili ją na spółkę

Się podzielił koleżka, co pierdolnął lamuskę i się nie wkręcaj

Wkręcił, dał na testa, nowy dzień, nowa lekcja

Się porobię, ile bym nie wygrał na końcu przegram

Zajawka kipi, kipi, kipi, kipi gęsta

Szansa, szansa nie ta, to następna

Jesteśmy pojebani, pojebany ten świat też (ten świat)

Pojebani my, pojebany ten świat