Skała samobójców

By Eldo

On Chi

Released on May 28, 2014

Thumbnail

[Zwrotka 1: Eldo]

Gdzieś na skale samobójców spotkałem trzech pijaków

Jeden pił ze smutku, drugi ze szczęścia, trzeci pił ze strachu

Byli dobrzy w swoim fachu, noc młoda

Mleczna droga towarzyszyła w ich pijackim szlaku

Ten, co pił ze smutku położył spać syna

I wpadł na skałę pomyśleć, jak szybko przemija

A przeszłość, choć tak miła, na zawsze przepadła

A treści życia nie wypełni najpełniejsza szklanka

Puścił coś z telefonu, bit zagrał w cichą noc

Tak daleko od domu zagłuszać duszy głos

I zmuszać mózg do uśmiechu, gdy chce się wyć

A zmieniasz to w dziki taniec i drzesz pysk, a w głowie znowu nic

Nic niewarte te drogi do destrukcji

Chociaż żyje z fartem, w dłoni trzyma wypis z obdukcji

Los tak gra, dzisiaj scrabble na emocjach

Do świtu, by nową nadzieję dostać od słońca


[Refren: Eldo]

Są takie miejsca, gdzie łatwiej myśli zebrać

Tam możesz śnić o jutrze lub z "wczoraj" się pożegnać

Tam możesz wszystko, wiesz, że nie możesz przegrać

Gdy wieczność jest świadkiem, trzeba wierzyć, a nie żebrać


[Zwrotka 2: Eldo]

Ten, co pił ze szczęścia przesuwał ręką gwiazdy

Nakręcany przez miłość niszczył granice wyobraźni

Szum fal dawał mu spokój, jakby znikał

Chociaż zwykle to ten typ, co nie lubi stać z boku

Myśli, a w nich tańczyła walca w sukni z piór

Jakby zdjęta z chmur zapraszała do tańca

Polał szklankę wódki, odpalił papierosa

Znowu zniknął, oczy pokryła rosa, taka noc

Wspomnienia tańczą wokół nas na linie

A myśli ciągle walczą, by przetrwać tę godzinę

Minie niewiadome, to niewarte troski

Choć dobrze wiesz, że najmocniej w łeb dostajesz od miłości

Kubek emocji wart oceany sukcesu

Śmiech z komentatorów, oglądają go zza pleców

Trzech na skale, w tle marzenia, troski, żale

Z nową nadzieją, którą podaruje im poranek


[Refren: Eldo]


[Zwrotka 3: Eldo]

Ten, co pił ze strachu chciał zamaskować swój strach

Założył kamuflaż, pierwszy punkt - uśmiech na ustach

Drugi - brak trosk, cynizm i ironia

Wszystkie chwyty dozwolone, byle nie spaść z tego konia

Czuł presję, jakby plecak ważył coraz więcej

I coraz częściej czuł jak ego szykuje represję

Oplątany drutem utkanym ze wspomnień

Pootwiera tysiąc szuflad, sprawdzi czy jeszcze jest w formie

Przed oczami kalejdoskop, w płucach coraz mniej powietrza

Bo każda gwiazda na niebie miała jej twarz

Nie da odpocząć popis ego i kompleksów

Dziki masochizm bez spokoju i bez sensu

Trzech ich było, wyszli z myślami na spacer

W noc gwiaździstą serca płonęły jak race

Skała samobójców - drobny w życiu przystanek

Ruszyli w swój świat, nową nadzieję dał poranek


[Tekst - Rap Genius Polska]