Pan nikt

By Eldo

On Psi

Released on December 9, 2016

6K Views

Thumbnail

[Intro]

Bądź odważny, gdy rozum zawodzi, bądź odważny

W ostatecznym rachunku jedynie to się liczy

A gniew Twój bezsilny niech będzie jak morze

Ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych


[Zwrotka 1]

Nie wie co i kiedy poszło źle

Naprawdę nie umie wskazać momentu

Czy żyje czy nie - nikt nie widzi, bo nie zwraca uwagi

Chociaż czasem robi dużo zamętu

Chce Twoich emocji, one są w stanie go nakarmić

Dni są marne, kiedy każesz mu tak długo pościć

Chce Twoich myśli, przenosić się w inny wszechświat

I dlatego to tak boli, bo stracił dostęp do piękna

Winda do piekła prosto w dół; sto pięter

Śmieje się, nie cierpi, bo nie jest młody już Werter

L'arte eviva, wraca na parter, odżywa

Nie paktuje z demonami, to nic nigdy nie jest warte; kosztem słońca

Wie, że ostatnie, co straci to nadzieja. Ktoś powiedział: walcz do końca!

Mówisz? Dobra, uwierzył, trzyma Cię za słowo

Proszę nigdy go nie zawiedź, kiedy ten ciężar chcesz nieść grupowo - nieście

Jak widzisz, z teorii ma doktorat na piątkę

Ogólnie we wszystkim jest najlepszy

Wymienił rozsądek na emocje

I co z tego ma? Niewidoczny, niemy, zawsze nieobecny


[Refren x2]

Chociaż chodzi po ulicach to nikt go nie widzi

Niepotrzebny nikomu, mógłby równie dobrze zniknąć

Bo jeśli żyje tu, i tak tylko z pozoru

I cierpliwie czeka, aż kiedyś zakończy się to wszystko


[Zwrotka 2.]

Nie ma wolności, jego myśli żyją dawną chwałą

Nie ma pokory, czysty egoizm, nawet sukces to za mało

Trudno mu pisać, kiedy zamiast pióra w dłoni ma dynamit

Ciężko mu biec, dobre ma buty, lecz bez gruntu pod stopami

Więc poniewiera się nocami po mieście

Zwiedza ukochane miejsca, zbiera myśli w kolekcje

Nie wie gdzie, na swojej drodze zgubił gdzieś nadzieję

Może gdzieś znajdzie, ma taki plan, lecz z planów Bóg zawsze się śmieje

Pozwolił sobie, by żyć w niewoli wspomnień

Życie przepłynęło niezauważone tu spokojnie

Budzi się (no za późno), odzyskał wiarę (w to na próżno)

Sam idzie przez Saharę z marzeniem, by tylko usnąć

Kolejne godziny, sen znów nie chce się zjawić

Bez siły, wychodzi sam na samotne ulice Warszawy

Sam na sam z myślami, podniósł kiepa prosto z chodnika

Nie miał na fajki, nie było obiadu. Dobrze, że jest muzyka


[Refren x2]

Chociaż chodzi po ulicach to nikt go nie widzi

Niepotrzebny nikomu, mógłby równie dobrze zniknąć

Bo jeśli żyje tu, i tak tylko z pozoru

I cierpliwie czeka, aż kiedyś zakończy się to wszystko


[Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska]