Released on September 8, 2016

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Powiedziałem już wszystko, co mogłem, a zrobiłem najpewniej mniej

Pytasz ziom, czy jest coś, co pomoże... najpewniej nie

Pomyślałem, że mogę i wszystko, co wziąłem, oddałem za bezcen

Wygrane to sole są, kiedy się boję dać wiarę w najlepsze

Mam rzadkie podejście, słabe podejście, żadne podejście czasem

Za żadne popiersie nie dam się zmienić i zawsze po pierwsze Mattem

Szach... mówię to cicho, bo nie lubię krzyczeć i

Jak przystało na mat – nie lubię błyszczeć!

Ty i wielu się wyprze, wielu nie wyjdzie, wielu się dźwignie

Nie mów, że dziś chcesz, nie mów, że dziwnie, nie mów, że jutro nie przyjdziesz!

Nie mówię nic więc, bo gdzie tu jest w tym sens?

Dziś kreuję chwilę, bo jutro jest brzydkie

Wiedziałem to wcześniej, opadły mi ręce z chwilą gdy

Przez drugie podejście cały czas cicho – sprawdź 'W E N U S Z M I L O', Ty

Chwilo żyj, rychło pomylone, imo z chwilo gnij

Widok krwi, bezsenne noce, ale dziś to mit

Wszyscy liczą dni, wszyscy liczą kwit, szybcy idą z tym, inni gniją dziś

Wilki gryzą ich, pizdy liżą rany, dziwki idą, zanim myśli wyjdą z nich...

Ale to nie my, my byliśmy inni jak Sharon

Ja nie tonę dziś... ja staram się stanąć

Zostanę nieznany jak A-aron, a nie bezradny jak belfer

Wrócę gdzie trzeba i tam gdzie czekają – w bezpieczne miejsce

Choć nie wiem co będzie, to to, co minęło, to prawda dawna

Było co było, sztuczne piękno, ziom; Prada Marfa


[Zwrotka 2]

W sumie, to dużo się nauczyłem i wyniosłem dużo jak złodziej

Zostałem bez życia na chwilę, lecz daję słowo, już luźno na co dzień

Choć duszno na co dzień, to pusto na dole - bez głupot na głowie

Po turbo zachodzie i turbo zawodzie – oburącz za poręcz!

Ponuro na dworze, ponuro na dole

Ponuro na górze i co dzień, i wszędzie, i ja pierdolę...

Przecież jest dobrze już i przecież nie co dzień

I przecież w ogóle, ponuro na moment, i dalej swoje

Potworne dźwięki, bo w głowie siedzi, że trzy razy tak dano jak przez mgłę

Od 'mogę? dzięki.' do proszę nie kpij, a trzy razy tak dało raptem nie...

Wielkie nie, wielkie nieba

Nie chcę, nie... już nie potrzeba

Po drodze do nieba brak satelitów i brak łączności; TomTom

Wprost ziom, tu nie pomoże już nawet dotyk i prosto...

Pod pociąg i teraz bez kitu już raczej zdąży, ochłoń...

Mordo i przestań grać znów brak godności!

Brat pomocy, a brat pomocny i zawsze był

Jeden, drugi, trzeci, czwarty, piąty... zawsze, skmiń

Choć nie na zawsze i raczej krótko, w biegu, zrozum

I nawet wtedy jak głucho kurwa przez pół roku

Ten przestój znowu dał wielu wrogów, mi wielu ziomów i doznań

Możemy poczuć znów cel u progu i nie mów czemu nie sprostam

Dobra, dziś po swojemu pró-bujemy znów żyć...

A spytaj człowieku o najlepszy dzień... dwudziesty ósmy


[Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska]