#James_Joyce

By EDER

Released on February 7, 2015

Thumbnail

#James_Joyce, krótkiej refleksji czas

Pochłaniam się w to, jakbym miał zaraz spaść

Wyżej paradoks, ludzkich spojrzeń

Najwyżej zgnijesz dziwko, puść to głośniej

Każda myśl, wartość monet, #Claude_Monet

Impresjonizm z powiek, stracony człowiek

Nie jestem czyikolwiek, został bezpiek

W banku zero baniek, zero kogokolwiek

Zatoka kanibala, amonie glebostanu

Wysoka fala na dnie oceanu

Bryzę czujesz, dotknij krwi wylewu

Przelany przez klepsydrę czas, już dobiegł celu

Zgubiona wartość, miasto idiotów

Antonim Metropolis, żywot absorbentów

Maska gazowa, żyję na czystym wdechu

Skomplikowany, moja dusza w półśmiechu

Osiągam apogeum, pośrodku bezkresu

Niby bez sensu, słowa te #Gangesu

Nieskończoność progressu, nie szukam tu sukcesu

Pełno kermesu, bramy Hadesu

Jebane pustkowie, ja i mój przeciwnik

Bez żadnej presji, każda iskra arszenik

Choć drobny ciernik, twórca, rękodzielnik

Nie syntonik, na morzu szabrownik

Prędzej oligofrenik, ale nie monotechnik

Niemoc by dotknąć innych dziedzin

Porządek w miejscach cedzin, zwiesz mnie Gaidzin

Jestem cudzoziemcem, nie możesz mnie splamić

Zrobiłem więcej niż, mógłbyś sobie wyobrazić

To lepsze niż, czekanie na nic

Tyle źrenic, tyle obietnic

Byli nie są już, #James_Joyce, ooh