POLOT

By Doli

Released on January 20, 2021

Thumbnail

[Zwrotka 1: Doli]

Gdyby nie dragi, nie tatsy, nie blizny

Nie kleiłbym tego, jak teraz

Choć paradoksalnie, coś ciagle sie zmienia i zmienia

To jak gadam z wami, czuję jeden schemat

Dopiero ląduje, nie było mnie pare dni

Beton to piekło co zabrało ludzi mi

Jestem wysoko, na pewno nie wróce dziś

64' Chevy powinę jak Eazy-E


[Refren: Doli]

Siano ubijam jak gibon i od razu idzie mi z dymem

Lej prometazynę, za dużo fałszywek

Nie wierzę na słowo, bo nie zliczę dziwek

Co chciały być żoną

Nie, nie zliczę zwijek co robiłem co noc

Nie zliczę linijek rzuconych w mikrofon

Nie czuje, że żyje, bo przeżyłem sporo

Ty spójrz na ten polot

To strasznie niezdrowo, że udajesz kogos


[Zwrotka 2: Doli]

Dopiero ląduje, nie było mnie pare dni

Beton to piekło co zabrało ludzi mi

Jestem wysoko, na pewno nie wróce dziś

64’ Chevy powinę jak Eazy-E

Czujesz ty kurwo to stilo z zachodu

Więc zrobiło chłodno się, kurwa, jak wpadłem

Wiesz, zryło mi bańkę, jak gwizdki dopalalem na dnie

Jak wiązałem sznury na klamce, to fakty za faktem

Ja nie dzieciaczek, już nie będę płakać

Nie książki, a pakiet wtedy do plecaka

Zapytaj w Witnicy, czy Doli prawdziwy?

Składałem linijki jak składałeś CV

Ja z kurwą nie gadam

Ty zdejmij ją ze mnie i też wypierdalaj

Bo możesz wyłapać

Za nic nie przepraszam, bo prawda jest taka

Że jebała mnie cała szkoła, minęły trzy lata

Chcą mi gratulować

Ja spluwam na deski po dziesięciu rundach

Ty zgadnij kto nadal jest top


[Refren: Doli]

Siano ubijam jak gibon i od razu idzie mi z dymem

Lej prometazynę, za dużo fałszywek

Nie wierzę na słowo, bo nie zliczę dziwek

Co chciały być żoną

Nie, nie zliczę zwijek co robiłem co noc

Nie zliczę linijek rzuconych w mikrofon

Nie czuje, że żyje, bo przeżyłem sporo

Ty spójrz na ten polot

To strasznie niezdrowo, że udajesz kogoś


[Zwrotka 3: KrukU]

Pieszmy tracki, nie listy

Od dawna nie wierze, że mogę zaufać wam, sory

Jebać was, kurwa, na prawdę

Fałszywe skurwiele co psują nam tylko humory

Jebać demony

Dawno nie boję się tego, co raczej mnie chciało tu poryć

Ale mam pomysł, daję dowody

Że forma była i jest do tej pory

Jeżeli cierpię to dobrze, bo w końcu czuję coś innego niż zjazdy i zgony

Po bitach latam, na nogach jest ciężko mi ustać, bo kurwy rzucają mi kłody

Biały i młody, wpisuję kody, buty mam w błocie, tak brudne jak szony

Czekam, aż zginą, by wjebać się z pełną precyzją w te wasze czyściutkie salony

Nie ma już mowy, że ten wasz cały mainstreamek i plecy założą korony

Latamy szybciej, niż wasze Ferrari, czy Lambo, czy Porsche i chuj wam w Carbony

Nie mam ochrony

Rodzina, ziomy

Jeśli ich ruszysz to jesteś zniszczony


[Outro: Doli]

Siano ubijam jak gibon i od razu idzie mi z dymem

Za dużo fałszywek

Nie wierzę na słowo, bo nie zliczę dziwek

Co chciały być żoną

Nie, nie zliczę zwijek co robiłem co noc

Nie zliczę linijek rzuconych w mikrofon

Nie czuje, że żyje, bo przeżyłem sporo

Ty spójrz na ten polot

To strasznie niezdrowo, że

Beton to piekło co zabrało ludzi mi

Jestem wysoko, na pewno nie wróce dziś

64' Chevy powinę jak Eazy-E

Czujesz ty kurwo to stilo z zachodu

Więc zrobiło chłodno się, kurwa, jak wpadłem

Wiesz, zryło mi bańkę, jak gwizdki dopalalem na dnie

Jak wiązałem sznury na klamce, to fakty za faktem