Straceńcy

By Diset

On High Definition

Released on October 19, 2011

Thumbnail

Nie jeden z takich jak ja skończył źle przez to

Póki co wiem gdzie jest granica

Choć czasem wyhamować przed nią jest ciężko

Wiesz to gdy pomyśle o różnych akcjach

Kolana mi miękną nie myśl ze jestem z gangu

Bynajmniej nie chodzi tu wcale o przestępczość wiesz to

Ale jak jesteś z tych czystych jak moja girly cenisz zdrowie

Możesz uznać to za zbrodnie przeciw sobie nie sprzeciw w głowie

Co gorsza kodeks życia przewiduje najcięższy wyrok najwyższy wymiar kary śmierci

Nawiasem mówiąc dostałem go w zawiasach

I zaocznie bez obronnie a życie dalej pędzi

Znam paru takich weteranów dla których rozmowy o niej maja równowartość sloganu

Hardcore i nie chodzi o to że masz jutro sesje

A całą noc chodzisz od baru do baru

Możesz mieć mi podobnych za idiotę

Nikt ci nie każe nazywać tego polotem

Ale nie myśl że nie szanuje życia

Bo wyniki badań nie przyjmuje bez mrugnięcia okiem

To coś jak wojna która przeżyłeś idzie w tobie

Robisz wszystko by o niej nie myśleć

Ja nie myślę zbyt rzadko zbyt często za dużo pokus wokół

Nie wiem jakby wyglądała gdyby nie farbowała włosów co pół roku

Chuj z innymi byle by mi wybaczyli nie jesteście od tego żeby wystawiać mi billing

Jak mam powiedzieć że tak nie umiem

Nie chce nie lubię dbać o swoją skórę

W którymś numerze nawinąłem że

Nasze życia są jak kule wystrzelone w górę

Tak od dekady czas mija się trzymam

Nie wcisnę stop ale wcisnął bym rewind

I wcisnę a ty zrób backmasking

Eiwtram ein ęis ela eżom ot einm ćibaz

Rozszyfrowałeś mnie to wiesz że wiem

Jaki to może mieć kiedyś skutek

Ale moje Westerplatte dawno poszło z hukiem

Ktoś przygniata je butem

To jest jak poker push or fold

Dziś mogę już tylko się podwoić

Bo nie wiem czy czas mi ucieka i gonić go czy już spierdolił

Grunt to mieć pewność nie jak zwykły leszcz

Choć ta postawa u mnie to zwykły blef

I jestem z tych graczy którzy przestają oddychać

Wciąż są w stanie ugrać coś od życia

Jak ci goście którzy opowiedzą ciekawsze historie niż ja

Ale dopiero gdy na ulicach nie spotykasz już żywych dusz

Nie liczę nas bo nasze są martwe kimnisz już

To straceńcy następne stadium to żywy trup

Póki co nie myślę o tym idę na szluge z ziomkiem

Ostatnio takie wyjście skończyło się nad ranem o piątej

Życiu daje uśmiech cokolwiek jest dobrze chłopcze

To już nie mgliste przepowiednie sprzed lat pań w białych fartuchach

Rzeczywistość jest bliżej niż myślisz niż koniec twojego ucha

Zaczynasz widzieć jej kształt ale nie chcesz o tym słuchać

Mówisz że nie lubisz nad sobą buta ani się do czegoś zmuszać

Ale czasem w życiu przydaje się też skrucha

Nie omijasz kolejek za zdrowie choć tak łatwo o nim zapomnieć

Tu gdzie nie ma miasta nocą tylko latarnie zastępują słońce

Rok w rok prawie dyche to życie do kupy klepiesz

To zamknięty obieg starania nic nie dają więc masz pretekst

Ilu znasz takich co pełzają po schodach żygają w windzie

Nie trafiają kluczem w drzwi połowa znajomych powiesz ale nie każdy

Potem jeszcze bierze leki i daje zastrzyk

Życie traci ostrość jak stare kartki i zwietrzałe fajki

Później przynosi tylko garść długów jak nie chciane spadki

Nie wybierasz nic nie tłumaczysz że to młodość

Nie zatrzymasz skurwysyna przejdzie obok

Jak nie masz nic do stracenia to każdy mur przebijesz nawet głową

Filozofie pokolenia techno i rapu

Ty skończysz to w dniu ślubu inni w piachu

Certyfikat dojrzałości to nie piątki z matur