Released on October 19, 2011

Thumbnail

Przyzwyczajam się że jest wszędzie wsiąka mi w skórę

Mam na wargach i oddycham nim bywa że potrzebuje

Pluję jadem i brudem gdy rozmawiam z ludźmi

Jedni to rozumieją drudzy woleli by mnie opuścić

Czujesz to idąc nocą stary miastem jadąc nocnym

Inni pomyślą że jestem prosty oni odwrócą się pogardą

I tak pobrudzą ręce dla cyfry zanim pomyślą ze nie warto

Bywalec dworcowy ściska mnie wdzięczny za szluge i bułkę

Nie odepchnę go choć wygląda obskurnie

Przez parę godzin nie musi buszować w śmieciach

I z miedzy zaplutych kostek brukowych wydłubywać kiepa

Gdy pale tą szluge na spółe z dworcowym żulem to czuję

Spojrzenia ludzi których nie umiem zrozumieć

Brud mam w myślach na języku i na rękach

Sam wniosłem go do życia na podeszwach

Brud brud jest wszędzie brud

Każdy ma tu brudne sumienie i brudne ręce

Brud brud wdziera się do krwi i myśli

Przez ten brud nikt tu nie jest czysty

Brud brud jest wszędzie brud

Każdy ma tu brudne sumy i brudne ręce

Brud brud wdziera się do krwi i myśli

Przez ten brud nikt tu nie jest czysty

Zapomniane zaułki są jak miny albo kwiaty

Uwierz że żebracy są czasem mili jak kamraci

Możesz poznać twarz miasta prawie każdej nocy

Musisz mieć charakter po nim tak jak masz po matce oczy

Lublin rymuje się nie tylko z brudny

Na końcu wersu mogę o nim w pisać dumny

O sobie też jeden z niewielu który to powiedział

Nie jesteśmy nie z tej epoki jak blat silvera

Widzę mniej wrzutów które kiedyś obstawiały ściany

Więcej tagów ekip których nawet nie znam z nazwy

To we mnie żyje mój charakter wpada w ciemne barwy

Częściej omijam tych których zaczyna to martwić

Zatrułeś brudem kilkoro z bliskich ci ludzi

Tak jak ty mam to we krwi mówię o tym bez obłudy

Brud mam w myślach na języku i na rękach

Sam wniosłem go do życia na podeszwach

Brud brud jest wszędzie brud

Każdy ma tu brudne sumy i brudne ręce

Brud brud wdziera się do krwi i myśli

Przez ten brud nikt tu nie jest czysty

Brud brud jest wszędzie brud

Każdy ma tu brudne sumy i brudne ręce

Brud brud wdziera się do krwi i myśli

Przez ten brud nikt tu nie jest czysty

Na Ruskiej kolor i tłok ciężko przejść

Idąc tędy nocą myślę jak oni się mieszczą w dzień

Czwartkowi biznesmeni zostawiają brud po sobie

Niejeden przechodząc tędy otworzył by do nich ogień

Wkurwia cię nie tylko bajzel sodoma i gomora

Część studentów medycyny też byś zagazował

Przez ten brud i nienawiść coś nas odrzuca

Osadza się na sercu jak dym w płucach

Czerwoni sekretarze dali nam kiedyś osiedla marzeń

Szkoda że fundamenty pod nie są tu za słabe

Plączą mi się nogi ale muszę iść schodami

Bo sąsiad znowu popił i żołądek nie dał rady

Krew na klatce pewnie rano ktoś to wytrze

Jeśli cokolwiek widziałeś lepiej milczeć

Nasze życiorysy brudne ale nigdy kurzem niepokryte

Pamieć o nas nie zginie jak miasto i ulice