Released on 2004

Thumbnail

[Zwrotka 1: Mejdej]

Pojechałem, wiesz, załatwić jedną sprawę

Chodziło o sprzęt, a nie o naprawę

Ze Śródmieścia na Malinów się przemieszczam

Gdzieś tam mieszka znajomy koleżka

Co za dzień, co dzień jak co dzień

Co dzień coś za coś, dziś sos za towiec

Sprawdzam kieszenie, czy mam sos na towiec

Mam portfel – nic w środku, to wszystko, koniec

*Gwizd* – słyszę to każdego dnia

Obracam się, patrzę, czy wszystko gra

Siewka, siewka raczej, patrzę na koleżkę

Zostawiłem hajs w chacie – "daj samarkę na kreskę"

"Trochę się spieszę" – mówił – "daj fanta, daj portfel"

Dobrze, jest w nim rowerowa karta i drobne

Zawinął go w kieszeń – "idę na blanta" – i poszedł

Dobrze, ja się cieszę, znów mam fanta i torbę

Mój portfel – rzecz niewarta wspomnień

Spłacę go kiedyś, na bank, cokolwiek


[Refren]

Zostawiłem mój portfel na Malince

Zostawiłem mój portfel na Malince

Zostawiłem mój portfel na Malince

Muszę go mieć, muszę go mieć


[Zwrotka 2: Karol]

Wstałem rano, dzień powitałem z japą roześmianą

Zobaczyłem przez okno ulice słońcem zalaną

Rower jest opcją ostro graną w taki dzień

Pomyślałem: weź na miasto Karol karnij się

Postanowiłem, że najpierw o Empik zahaczę

Przeglądnąłem prasę, co tam panie w polityce

Lubię wiedzieć czasem a tymczasem ktoś zajebał rower

Ja nie mogę miałem całkiem nowe siodełko żelowe

Zły w powrotną drogę ruszyłem na nogach

W ten wpłynęła z nieba niespodzianka nowa

Na nieszczęście wtedy udało mi się zhaltować

Autobus czerwonej linii 20

Ostro przepełniony tylko na środkowych schodach trochę miejsca

Deszcz przeszł padać nagle nie zamierzał przestać

Nagle znikąd kanar jego japa nie była mi znana

– Poproszę o bilecik pana – mówi do mnie

Wiedziałem że o czymś musiałem zapomnieć

W domu zostawiłem portfel na Malince

I miesięczny resztę już przemilczę...


[Refren]

Zostawiłem mój portfel na Malince (na Malince?)

Zostawiłem mój portfel na Malince (na Malince?)

Zostawiłem mój portfel na Malince

Muszę go mieć, muszę go mieć (muszę go mieć)


[Zwrotka 3: Pan Wankz]

Pozwól mi opowiedzieć ci historię życia

Kiedyś wypiłem 0,7 jak u Borewicza

Ale nie o tym, nie o tym, nie o tym była mowa (ehe, ta, ta, o, o)

Siedzę na ławce w centrum, zawieszka lekka, coś

Na głowie czapeczka Mekka w bok

Ja zerkam spod daszka na miasta tłok

I rozważam ruch jak Kasparov

Raz na rok jakaś laska jak Pharcyde mija mnie

Ładna talia, ale maska to farsa, nie obcinam jej

Jest z nią jakiś Steve Nash z Phoenix Suns

Nie no, zwijam się stąd jak Phillies Blunt

Pojechał bym na Jamajkę czy Trynidad

Lubię dancehall jak Yellowman i Beenie Man

Ale jestem w Opolu i najbliższy wyjazd

To z Centrum na Malinkę, a nie wyspy, biatch!

Zbijam na przystanek autobusu numer 14

Mijam te niunie, na oko lat siedemnaście

Nieważne, bo chodziło w tej zwrotce o to

Że jadę na Malinkę po portfel – po co?


[Refren]

Zostawiłem mój portfel na Malince (na Malince?)

Zostawiłem mój portfel na Malince (na Malince?)

Zostawiłem mój portfel na Malince

Muszę go mieć, muszę go mieć (muszę go mieć)