Released on October 3, 2016

45K Views

Thumbnail

[Zwrotka 1: Deys]

Nie łączę kropek jak Włodek Markowicz

Wolałbym do Tokio wyjebać jak Krzysiu

Patrzę po ludziach, co znam ich od dziecka

I razem złożyliśmy już kilka przysłów

Mój znajomy mówi mi, że on mnie nie rozumie

Jego mama mega chora z niemożliwym bólem

Niby czai, że problemy dla każdego różne

Ale według niego nie umywam się z tym co on czuje

To, czego się nauczyłem pewne jest akurat

Dla obcego życia zawsze inna Krwawa Luna

Zwykle wyglądamy trochę lepiej przy posturach

Których tura tutaj nie wydaje się do końca trudna

Gadałem o tym z M i miał jeden słuszny punkt

Zapytał: "Gdybyś mógł ratować jego mamę albo to, co miałeś

Co byś wybrał? Co byś wybrał?"

Dziwne było dla mnie to, że nawet przez sekundę

Wątpliwości przy takim wyborze nie poczułem

Nie przełożyłbym mojego szczęścia ponad drugie

Nawet jeśli to jest coś, czego pozornie potrzebuje

Chcę w to wierzyć, dało mi to siły chwilę

W rozmowach ludzi dawno się rozmyłem

Chyba wagon pędzi, dialogi jak wizje

Mam oparty łeb o szybę

Przeraża mnie pusta chata, domysły

Czy za maską jest uśmiech kata i w sumie

Wolałbym jechać w taksówce do kogoś, cokolwiek, ku czemuś

Chociażby po kłótnie


[Refren: Deys]

I nie zgadniesz o czym myślę skarbie, i nie zgadniesz, bwoy

Mam zasadę, żeby nie zamęczyć sobą, jak już dość masz

Deprę, bezsens, setkę, zwijkę, replay, anytime ej

Nigdy nie zgadniesz, co myślę, człowieku i też bym wolał tego nie znać


[Zwrotka 2: Deys]

W szkole zwykle nie wiedziałem, o czym było 45

Biegałem korytarzem kiedy mi mówili: "O nie!"

I chcieli włożyć we mnie ADHD

Potem dysgrafię, dys-chuj-wie-co i dysleksję

Teraz chodzę sobie z czymś, czego nigdy nie zdołali nazwać

Nie słychać o nikim ciekawym z mojego miasta, miasta

Miasta, nie, nie, nie, ej

Cała ta społeczność hip-hopowa

Wynaturzenie jak popromienna choroba

Deys jak post-punk i dlatego mnie wołasz

Przy okazji niosę płyn Lugola

Wciąż pustki, zadymione pomieszczenia

Mam sentyment do szlugów jak u VNM'a

Szare chmury jak dymki z komiksów ktoś zawiesza

Ale nie mają nic do powiedzenia

Nie wiem czy moje wnętrze to ekstra sprawa

Skoro mam ochotę biwakować w Aokigahara

Mega, że mi mówi co się nie opłaca

Niewygodna łódka, ale po co z niej wypadać

Stare Miasto, Kazimierz i knajpy co week

Ja w nastroju nieprzysiadalnym na dziś

Dobrze byłoby asertywnym być

Bo przypadkiem wpada znajomy jak świetlik


[Przejście]

On między morzem wódki, a powrotem do domu

Ja między kłótnią z jedną kobietą, a gadką z drugą

Która być może też przerodzi się w kłótnie

Która być może też przerodzi się

On między morzem wódki, a powrotem do domu

Ja między kłótnią z jedną kobietą, a gadką z drugą

Która być może też przerodzi się w kłótnie

Która być może też przerodzi się


[Refren: Deys]

I nie zgadniesz o czym myślę skarbie, i nie zgadniesz, bwoy

Mam zasadę, żeby nie zamęczyć sobą, jak już dość masz

Deprę, bezsens, setkę, zwijkę, replay, anytime ej

Nigdy nie zgadniesz, co myślę, człowieku i też bym wolał tego nie znać