Released on January 13, 2013

Thumbnail

[Verse 1]

Stoję przy tej grze jak John Carmack przecież

Olać nierealny turniej, kiedy mam trzęsienie

Ich przeboje przeboleją same zimną szmirą

Moje wyrazy to Heat Miami albo De Niro

Ciągle na lokacji miasta, w głowie algebra

Równania porównań męczą jak epilepsja

Poderwana stylem jak przeszła i przyszła

Wena jak żarówka w ustach - weszła, nie wyszła

Liryka to blizna, nie odchodzi jak spacja

Groźna od dzieciństwa, nie, skaryfikacja

Spacer, a myślę o płytach roku i zwyczaj

Każde planować mi moją, czytaj - ta tektoniczna

Deys to epidemia, chora mela, lepka szepcze

Wrzeszczą "O cholera!" jak na morowe powietrze

Moda, kurwa, nowe nurty zawsze na ciemno

Powołany ciągle Sam mendo L. Jackson

[Hook] x2

Nawet jeśli mówią tylko wielkie słowa

Sprawdzaj moje limbo jak toksyczny towar

I czarno tu od graczy nienawisci, po nich

Masz trailer, na bólu rozjebanych skroni


[Verse 2]

Stoję przy tej muzyce i umyka mi sedno

Jestem w tej samej grze, która rzyga na Eldo

Przez to przeżarty, bierny, poroniony komentator

Tworzy z raperów memy, kurwa #demotywator

Każdy ma zabawę, ale gimby to postrach

Dziś połowa słuchaczy to Tadeusz Drozda

Ci słuchacze to raperzy, nowe twarze obczaj

Odłącz kabel, na tydzień sceny już nie rozpoznasz

Najłatwiejsza z tych, w których łatwo jest w ogóle zacząć

Pierdolony hardkor by przebić żałosny plankton

Wkurwiam się jak Laik na Fejsie, mam kanon przecież

A inwestuje w body i szkło i pędzę w plener

Choć brakowało mi osiedli jak Zawada-Elblag, styl

Jestem tu jak Wiro i Flojd, bo nie zawiodę ich

Spadającą markę odmaluję im prędzej

Dzielnice będą latać jak Beksiński z pędzlem

[Hook] x2