Released on November 19, 2018

Thumbnail

[Verse 1]

Otwieram szafę nie wybieram się do Narnii

Choć czasem się tak czuje i to właśnie mnie tak martwi

Bo nie kapuje że jestem dorosły facet

Chcę dalej dzieckiem być niestety jest inaczej

Trzeba zarabiać kasę by mieć na wydatki

Dlatego zatrudniłem się na jebanej kopalni

Choć ta robota mi wcale nie odpowiada

To nie pozwolę na to by utrzymywał mnie tata

Lecą lata ja gubię się jak dziecko

Mam tyle obowiązków a mi jest wszystko jedno

Każdy goni i patrzy tylko przed siebie

Ja budzę się wkurwiony szukam szczęścia w tym gniewie


[Chorus]

Lata lecą ty gubisz się jak dziecko

Nie ma czasu by w miejscu stać

Głowa do góry dzieciaku nie będzie lekko

W drodze przez piekło ty weź się w garść (x3)


[Verse 2]

Weź się w garść bo problemy ma każdy

Zamiatasz je pod dywan nigdy nie ukryjesz prawdy

Zzego ty się boisz każdy trzyma mocno kciuki

Nagrywaj tą płytę prawdziwy słuchacz ją kupi

Choć nie mam miliona wyświetleń

Ani tych sześć zer na koncie

A nawet gdyby to nie zbłądzę

Bo dążę do tego żeby być lepszym człowiekiem

A takie przemyślenia uwierz przychodzą mi z wiekiem

Biorę długopis opisuje swoje życie

Gdy patrze na tych ludzi którzy pogubili sens

Wnioskuje po tym choć to żadne jest odkrycie

Że każdy człowiek w życiu musi mieć właściwy cel (x2)


[Chorus]

Lata lecą ty gubisz się jak dziecko

Nie ma czasu by w miejscu stać

Głowa do góry dzieciaku nie będzie lekko

W drodze przez piekło ty weź się w garść (x2)