Released on December 30, 2019

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Weź lepiej nie mów już mi, czym jest piekło

Bo widziałem w życiu niejedno

Wybrałem drogę co była niepewną

I nie wierzę w słowo "na pewno"

Parę lat wstecz chciałem tylko destrukcji

Powiem jak jest, po co kłamać jak kurwy

Jak nadal to jesz, to uwaga na skutki

Jak granat to Cię zaprowadzi do trumny

Miałem w bani też terror, techno

Jak zombie mięso, chcieliśmy ścierwo

Czas nam zleciał jak tynk z balkonu

Czas pozmieniał nas bez powrotu

Strach obleciał ich, daj im spokój

Tak pozmieniał świat bez powrotu

Jak gadam, to wiem że ich trafiam, to poczuj

Jak gadasz te śmieci, lepiej daj mi spokój

Rzadko numery jakoś raz na rok

Teraz track na rok, robię wjazd na blok

Oni wpadną w szok, gdy usłyszą flow

Miałem zniknąć stąd, ale to ich problem

Nie mam czasu na wyścig zbrojeń

Ściągam z niej ciuchy jak jebany torrent

O lepsze jutro się kurwa nie boję

Bo idziemy pewnie z ekipą po swoje

Jak gadasz o faktach, patrz w oczy

Zrobimy hajs tak banknoty, ej

Wchodzę im w krew jak narkotyk

Do łba sobie wbij to nikt jak my

Oni pierdolą coś trzy po trzy

Ale chuj z nimi dziś, dalej gramy nasz film

24/7 na dobę mam trip, skumaj

24/7 na dobę mam trip


[Refren]

Lecz facet musi jeść

Więc sam ugotowałem ten sos jak szef

Zakładam kaszkiet na łeb, idę miastem

Niepotrzebny kastet na punche, to wiesz

Który rok, który rok to już jest

Bo czuję się dobrze jak nigdy, okej

Brat robi bity i mówi bym niszczył

To robimy piknik i kurwa to jem

Bo facet musi jeść

Więc sam ugotowałem ten sos jak szef

Zakładam kaszkiet na łeb, idę miastem

Niepotrzebny kastet na punche to wiesz

Który rok, który rok to już jest

Bo czuję się dobrze jak nigdy, okej

Brat robi bity i mówi bym niszczył

To robimy piknik i kurwa to jem


[Zwrotka 2]

Lepiej nie mów mi jak żyć, okej

Moje błędy były jak lekcje

Wiem którędy iść jak dróg tak wiele

Mam w chuj pragnienie by wejść na teren

Od zawsze byłem w grze outsiderem

Mam własną sferę, chce Panamerę mieć

Hajs na cele, good vibe bo lecę

Nie mam czasu na brednie, czasu na ple ple

Czasu na brednie, straciłem w opór

Nadal go mam, ale tylko na los

Bo jak gadam ten rap jak monstrum potwór

Powtórz "Baron to jebany potwór"

Wnioskuj - to jedynie powrót gościu

Skosztuj tego to jebany omen

To leci jak deszcz komet, to uderzy w Polskę (yeah yeah)

Dzwoń po sapera, osiem lat żyłem na bombie

Więc musiałem zacząć od zera, teraz nie odbiera

Chyba pochłonął go melanż

I ładunek mógł się wyjebać

Nie mów już nic, mam dosyć wspomnień

Które jak cień chodzą za mną ciągle

Straciłem coś, ale znajdę odwet

Spłonie ich świat jak mi wejdą w drogę

-Puk puk kto tam?

-Diabeł

-Co chciał?

-Bombę, jaką sam wiesz

-Dobra

Odpal to jak lont i zostaw, poczekaj, aż dojdzie do końca

Zodiak ognia każdego dnia, moja dusza bardziej głodna

Pełna torba, pierdole ich krokodyle łzy Lacoste'a


[Refren]

Lecz facet musi jeść

Więc sam ugotowałem ten sos jak szef

Zakładam kaszkiet na łeb, idę miastem

Niepotrzebny kastet na punche to wiesz

Który rok, który rok to już jest

Bo czuję się dobrze jak nigdy, okej

Brat robi bity i mówi bym niszczył

To robimy piknik i kurwa to jem

Bo facet musi jeść

Więc sam ugotowałem ten sos jak szef

Zakładam kaszkiet na łeb, idę miastem

Niepotrzebny kastet na punche to wiesz

Który rok, który rok to już jest

Bo czuję się dobrze jak nigdy, okej

Brat robi bity i mówi bym niszczył

To robimy piknik i kurwa to jem