Released on June 27, 2015

Thumbnail

[Verse 1: Dan]

Dystansu nabieram przez jazdy i przejścia, czasem nie dochodzę do siebie

Choć meta, którą nieraz widzę to tylko złudzenie, niefart, a nie zwalniam tempa

Naciskam na pedał, bo presja już na mnie spora, ciśnienie wzrasta

Choroby serca nie dla mnie, po prochach ciśnienie jak poziom - wysokie na maksa

Te inspiracje czerpane ze Stanów, wiza zawarta w loterach

Lękowych unikam, choć sam nie wybieram, kolejny rok życia ode mnie ucieka

Kolejny rok picia przed nami, to detal, przyzwyczaj się lepiej, to Palewave

Najlepszy towar przed wami jak przepaść; ten temat wkrótce u ciebie w mieście

Pudło, nie załapałeś, nie chwytaj się tego, co niematerialne

Mimo, że nie złapiesz, to puszczę od nowa, i sam się przekonaj kto tu ma rację

Jak czas mi ucieka przez palce, to zaciskam pięść i idę przed siebie

Jeśli to nie minie, to minę się z celem, na minę nie wejdę, to w końcu nasz teren

Po drodze chwytam kolejny dzień, a poziom trzymam i więcej nie mogę

Ci goście chcą trzymać go kurwa tak mocno, że nigdy nie wyjdą z nim już poza Polskę

Jak jebiesz granicę, to mamy uchodźcę, ja znowu uciekam, więc nara

W ramach nie mieszczę się (?) wykracza poza ich jebany standard

W tych świecie to nie widzą granic, tylko gdy szydzą za twymi plecami

Potrafię ranić nie tylko słowami, więc zamilcz, lepiej w umyśle przepadnij

Bo kurwa tak ciemny, że nie widzisz wyjścia, może to pokój bez klamek

Ta twoja wina to jest chyba tragiczna, bo żółte papiery były ci pisane


[Verse 2: Dan]

Myślą tak płytko, że chyba tylko (?) na nich wpłynąć

Znam ten żywioł, jedyne co chcieli od życia to bilon

Ja dałem im w kredyt tylko zaufanie tak, że nasze drogi rozeszły się prędko

Ich karmiczne długi zostaną na stałe, kolejne wcielenie udręką

Jest nas tu tylko paru, ale dobrych skurwysynów

Marka Palewave, lepiej szanuj, bo cię dopadnę w drugim życiu

Jestem jak Tytus, bo ciebie nie wydam, ty gęba na kłódkę

Typy nie przekręcą już tego co było, no bo w tej akcji to ja jestem kluczem

Jak na bombie chcesz być ciągle, to takie życie to trochę niewypał

Jak jestem na hajsie, nie zawsze mam formę, dlatego jak saper, sam nie wiem co wybrać

Znowu jak daltonista, czasem się wieszam, a na pędach wynik

Jeśli się wieszam no to jestem ponad, tak mówi przecież anagram tej ksywy

Słabych mam w nosie, są jak słaby kryształ nie diament, więc niech sobie spływa

Jak Wojtek mam rysy na bani, mimo, że ślady te nie są oparte

(?) na bliznach mam urwany film, bo widziałem to wszystko chyba nieco inaczej

A wbijam w to dziś, bo przez takie dziury to z gry nie wypadnę[Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska]