Released on March 10, 2016

Thumbnail

[Zwrotka 1: Dan]

Gadki ostre, przebijamy skalę Scovilla

A każdy laik wie, że to proste

Dlatego pieprz to; kapsaicyna (co?)

Co drugi tonie tutaj w pomyjach

Nie zrobię tego po Tobie, więc się lepiej sam zmywaj (haha)

W głowie mam nieporządek, a tworzymy nowy ład

Skąd wiesz co ja zaraz zrobię?

Nie chcę, ale odpływam

Tracę kontrolę, to świeże, a po grzybach

Tak się wyrabia tu normę gdzie krew nie płynie w żyłach

Prawdę zawijam odkąd została nam jedna, wybacz

Kłamstwem zasady naginasz, pogięło Cię także chyba

Gram se otwarcie, bo ważne co w moich myślach

A tę chorą jazdę mamy na starcie, chociaż kończymy tripa

Spływa to po mnie jak pot, od serca bicia

Nie wytrzymałbyś od dzisiaj, to zgon - nie znaczy rzygać

Chwila i się zwijasz jak joint, to już klasyka

Tak nam mija znowu ten afterglow, wracam do życia

Chyba sam nie wiem co jest pięć

Nie wiesz, że znów zmieniam percepcję jak chcę

Odklejam się od tego syfu na pokaz, mam styl

Bo nie chcę zostać, tam być

Wpakował mnie do tego worka co ich

A wkoło sporo przepaści, dziś mam pewność, to nie żarty

Te rzeczy oddzielam grubą kreską i to moja ścieżka na szczyt

Leszczy tu ścięło, każdy się ze wstydu pali

Ja nie wyjdę do nich z ręką, ale przez to mam ich w garści

Ciśnienie robi mi dziurę na bani, my robimy falę dekady

Znowu umieram by wrócić i łamać ich mury nowymi wizjami

Blade tsunami to broń, Ty weź to pogoń z nami

Łapię farsę i pulsuje skroń podkręcana przez basy

Nie czekam na lepsze czasy, zmieniam je w czasie pracy

I to haczyk, na który łapię opcję każdej szansy

I nic dla mnie nie znaczysz, jak jesteś nijaki zamilcz

Choć mam tłumik na takich, lepiej sam to w sobie zabij


[Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska]