Released on May 20, 2022

Thumbnail

Gunda cookin it

W obłokach ciemnego miasta i gęstego dymu

Nie ujrzysz anioła na drodze

Demony się mnożą i noszą dwie twarze jak Harvey

Ale to nie szał jest

To co mówię jest szorstkie

Wielu ludzi nie przełknie tego, to niedobre

Gotuję własny los, jak tobie nie smakuje

Dobrze, niech wychodzi bokiem

Jak auto, które prowadzi ziomek

Niech skapnie mu coś za dostawę pod blokiem

Głębokie kaptury co chowają głowy

Na co dzień nie tylko na fotce

Ktoś zarabia mądrze

Ktoś popełni błąd i obwinia załogę

To może być ktokolwiek

My nie znamy się, ty możesz być kimkolwiеk

Spaliłem afgan, wchodzę na bombie jak terrorysta

Za duży kajdan, ma wisiеć na szyi i świecić jak gwiazda

Dla was to skandal, że chcę więcej mieć od reszty świata

To marzeń bańka, która u was pęka, kiedy natrafia się ściana

Nie czas dyskutować, złap za rękę boga

Właśnie wstępuje we mnie szatan

Jeden zły ruch i zakrywa cię złoty koc

Nie uratuje cię mama

Nie uratuje cię tata

Zabieraj pieniądze ze sobą do pana

Może ci wybaczy

Ja nie zapominam, kto podnosi rękę na brata

Tu chodzi o cenę, którą płacisz za każdym rozlewem

Jeśli nie chodzi o ciebie, powód leży w interesie

Zmrożone serce, zatrute dusze na mieście

Kolejny spaczony więzień, który utyka w getcie

Nadal pamiętam pierwsze rozlanie

Siedziałem z bratem na bramie

Nie minęła chwila, gdy się obejrzałem

Ktoś leżał na ziemi, twarzą na kamień

Kamienna twarz, kiedy złapałem za coś ostrego i ruszyłem za kimś

Przez to nie mogę spać spokojnie w nocy

Już powoli biorą mnie diabły

Jeżeli chcesz mnie skrzywdzić

To najlepiej od razu zabij

Tu nie ma pomocy dla takich jak my

Tylko rady weź zaszyj lub zapij

Albo to zawiń i wciągaj lub połknij

Tu koło nie ratuje bani

Weź może to wbij i nie zawyj

Jak uciekają z ciebie ostatnie czakry

Rzeczywistość parzy

Jak mam czuć się swobodnie wśród stada siepaczy

Rząd nienawidzi prawdy

Ja nienawidzę prawa, które z nami walczy

Z roku na rok to starszy

Otwiera mi się głowa na nowe tematy

Tylko jeden nie da mi spokoju

Tych ludzi piorą odpowiedzialność na swoje bary

Znam swoje grzechy i przeżyłem kary

Nie poznaję ciebie, kiedy się mijamy

Bo kiedy nas chcieli dojebać pod blokiem

To stałeś, jak pizda, więc się nie witamy

Tu ludzi bolą wciąż fakty

Prawda to ciężki kaliber

Co nie pada z klamki

Jeśli sam nie jesteś ze sobą szczery

Jak możesz być kuloodporny na gadki

Mam do tego zadatki

Pokaż drugiego gościa na bicie, co ma styl

Diamentowy, bo twardy

Najtwardszy skurwiel

Wsiąknij te fakty

Wielkie B tu jak Tatry

Tu jak Alpy

Ona chce szczytować na tym

Nie umiem dać jej szansy

Nie potrafię kochać lecz potrafię marzyć

Tu chodzi o cenę, którą płacisz za każdym rozlewem

Jeśli nie chodzi o ciebie, powód leży w interesie

Zmrożone serce, zatrute dusze na mieście

Kolejny spaczony więzień, który utyka w getcie