Released on December 27, 2013

Thumbnail

[Verse 1]

Chciałbym powiedzieć Ci coś czego nie mówię na co dzień w oczy

Bo widuje Cię tylko czasem na mieście jak masz kłopoty

Mówisz: wyszedłem z puchy, hajsem rzuć, więc na żarcie

Ja patrzę w przegrane oczy i pęka mi serce, Bracie

Z jednej Matki jesteśmy, Ty przecież wiesz

Jak się starała dla nas Mama, ta Mama znów nie śpi, wiedz

To głupie, że jest spokojna, gdy liczysz dni

Przynajmniej wie na Boga, zobacz, chłopaku gdzie jesteś dziś

Przejebanych tyle lat, wylanych tysiące łez

Wypitych hektolitry wódy za dany ten PLN

I, kurwa to nie jest śmieszne, gdy dzwonisz po hajs

Najebany mówisz: kończę z sobą i, że ją kochasz

Tysiące myśli w głowie, słów zawsze mało

Miesiące cichych wspomnień, znów się siedziało

Wstydem nie jest upaść na dno, polec w tej walce

Złap mnie za rękę, dziś masz ją, proszę, podnieś się, Bracie


[Refren]

I nie chce Cię widzieć w trumnie, i nie chcę łez Matki

I nie chcę znów słyszeć garuję i, że chcesz tej paczki

I nie chce Cię widzieć w trumnie, i nie chcę łez Matki

I nie chcę znów słyszeć garuję i, że chcesz tej paczki

I nie chce Cię widzieć w trumnie, i nie chcę łez Matki

I nie chce znów słyszeć garuję i, że chcesz tej paczki

I nie chce Cię widzieć w trumnie, i nie chcę jak nie wiem

Chcę Brata, który rozumie, że żyje nie tylko dla siebie


[Verse 2]

Następne święta znowu bez Ciebie, bez Ciebie znów

Opłatkiem łamie się z Mamą, jej oczy - nie trzeba słów

To nie jest normalne, gdy pusty tu talerz, to zwyczaj tu

Ty może ukradłeś coś z półki w sklepie lub witasz głód

W kibel mieszkania poszły prędko z moczem na kacu

To dziwne jak gadasz o wolności będąc co dzień bez dachu

I nie kłam, że tak lepiej, że wolisz klatkę niż łózko

Że wolisz spać tam i trudno, że żyjesz jak chcesz i chuj w to

Nie bój się śmierci jak boisz się żyć

Raczej gdy boisz się śmierci to zacznij kochać życie w końcu jak facet

Nie gadaj tu bzdur, kto miał z nas za gnoja tu lepiej

Bo nigdy nie czułem się lepszy od Ciebie, lecz od życia chce więcej

Jeśli chcesz coś zmienić, to lepiej zacznij już działać

Myśl ma wielką siłę, chęci, jeśli je masz gdzieś to wstawaj

Wstydem nie jest upaść na dno, polec w tej walce

Złap mnie za rękę, dziś masz ją, proszę, podnieś się, Bracie


[Refren]

I nie chce Cię widzieć w trumnie, i nie chcę łez Matki

I nie chcę znów słyszeć garuję i, że chcesz tej paczki

I nie chce Cię widzieć w trumnie, i nie chcę łez Matki

I nie chcę znów słyszeć garuję i, że chcesz tej paczki

I nie chce Cię widzieć w trumnie, i nie chcę łez Matki

I nie chce znów słyszeć garuję i, że chcesz tej paczki

I nie chce Cię widzieć w trumnie, i nie chcę jak nie wiem

Chcę Brata, który rozumie, że żyje nie tylko dla siebie


[Verse 3]

Siedzę dziś w nocy, za oknem deszcz napierdala

Ja piszę ten tekst, myśląc o Tobie, gdzie jesteś, gdy pada

Czemu wybierasz ulice, alkohol, te chore życie

I czy myślisz też o tym, nie wiem, czy żyjesz, gdy pisze

Mama ciężko to znosi, jak każda Matka, spójrz, Bracie

Pewnie obwinia się niepotrzebnie i po nocach znów płacze

Ile lat zabrałeś jej dając stresy niemałe

Teraz oddaj drugie tyle, będąc lepszym niż chciałeś

Jak odejdziesz to już nie wrócisz, więc teraz lub nigdy

Póki Twój zegar odmierza, dni zbiera, Ty przełam się wyjdź i

Pokaż, że możesz, pokaż, że kurwa potrafisz

To gra o Twój los, więc uwierz, że warto łeb unieść i walczyć

I nie chce Cię widzieć w trumnie, i nie chce łez naszych

I nie chce słyszeć spróbuję - to nudne, uwierz i wstań dziś!

Wstydem nie jest upaść na dno, polec w tej walce

Złap mnie za rękę, dziś masz ją, proszę, podnieś się, Bracie