Released on January 26, 2018

5K Views

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Kolejny szlug dogasa w kiepiole

Jest wtorek, mam kaca, więc boję się, że zdechnę

A mówili, że to co robimy nie jest niebezpieczne

Chyba wcześniej myślałem głupio, że to jeszcze przerwę

Telefon dzwoni, wciąż nie odbieram, bo jej pęknie serce

Jest rano wszyscy posnęli, jest słabo

Więc siedzę sam i czekam aż demony się zjawią

Puste worki, niedopite drinki, pet z kawą

I myślę "jak to, kurwa, się stało?"

Krew na stole, na czole, znowu ktoś zarzygał parkiet

I już nie wiem sam ile to już dni jak w transie

Kumple mówią mi, że to nie jest już zbyt zabawne

Okej, odeśpię i wracam od jutra, nie, od dziś, masz rację

Nie wiem kim jestem, kim się stałem, kiedy i za jaką cenę

Kolejny raz rozbijam twarz o glebę

Który raz mówiłem "zaraz to zmienię", sorry, za bardzo nie wiem


[Zwrotka 2]

Wszystko śmierdzi wódą i prochem

Wszyscy już wyszli i smutno mi trochę

A nie, został ktoś jeszcze, kumpel mój Johnie Walker

Ale on też mówi, że już trochę późno, wychodzę

No to idziemy, zdrówko i w drogę

I niby, kurwa, jak mam się ogarnąć

Kiedy wszystkie najlepsze rzeczy w życiu są darmo

Ktoś znów przywiózł wódę, po drodze towar ktoś zgarnął

Kolejny dzień odpalam, choć mam dość

Jestem egoistą, kurwą, łajdakiem, jak chcesz nazwij

Z najgorszej strony w tym mieście poznał mnie prawie każdy

I spoko ty, olać to, mam takie jazdy i chuj, japę zamknij, a co, mam się martwić?

Myślałem, że ułożyłem sobie w życiu wszystko

Ale jak zawsze w życiu wyszło tak, że mi znów przykro

Jak patrzę w lustro wkurwia mnie ryj mój tylko

I nawet nie wiem czy to mój ryj, czy ktoś inny