Released on October 31, 2014

Thumbnail

[Intertekst]

Kiedy w końcu wyrusza

Będzie jak gdyby czas nie istniał

Gdzie każde tak i każde nie jest wieczne

Gdzie czas nie leczy ran

Gdzie wybory są ostateczne i dzięki temu... rzeczywiste

Gdy znaczenia zaczynają się odklejać

Architektura świata topnieje w bezkształtną masę

Obrzydła mi łagodność, obojętność, miękkość

Przecież wiem czego chcę i w jaki sposób

Tutaj wszystko przyjęło postać czasu

A ciągła zmiana usprawiedliwia podłą aktualność

Została sztuka przystosowywania się i jej brudne narzędzie - zgoda na wszystko

I to jest może natura rzeczywistości

Bezstan, bezznaczeniowość, płynność, ale... nie moja