JEGOMOŚĆ

By Beteo

On HOODIE

Released on October 2, 2020

7K Views

Thumbnail

[Intro]

Pochodzę z dziwnego miejsca

Stu dzieciaków na trzepaku jest za mało miejsca

Dzięki bogu nie złamałem karku, mordo le parkour

Nas uczyło po upadku się otrzepać - Nie daj się zajebać!


[Zwrotka 1]

Jak rodzice, praca, no i praca

Kasa lecz nie taka, by w ogóle znać Vitkaca

W adidasach, nike'ach szukam swego miejsca

Bo chciałem wrażliwości świata, zamiast chłodu getta - welcome

Raper z Ameryki miał dużo dziewczyn - ja też tak chcę

Jakiś hustler uczył o kobiety mnie dbać

A to rola ojca nie dał rady, mordo wiesz jak jest

Nie to, że po pracy chciał odespać, tylko sam nie wiedział

Sam się dowiem zatem

Ty nie drzyj pijanej mordy, kurwa mam przy sobie trawę

Stoję zamyślony, jakiś typ dzwoni do siory, czy żony, żebym pozdrowił, a pamiętam jak się śmiał (a pamiętam jak się śmiał)

Nie mów już, że dzwoni iPhone

Gadam z ziomem co miał pod powieką karton

Inny łamał kartę i wrzucał do ogniska

Chłopaku z fartem, to widok z bliska


[Pre-refren]

I ciągle ja błądzę, jak błądzę, ty dzwoń po pomoc

Jak za sobą sam nie nadążę, źle skończę, mam tą świadomość

Chcę być zwykłym gościem, wydawać forsę jak jakiś jegomość

Tak jak każdy mój ziom, tak jak każdy mój ziom, który stoi tu obok


[Refren]

I ciągle ja błądzę, ja błądzę, jak błądzę ty dzwoń po pomoc (ty dzwoń po pomoc)

Jak za sobą sam nie nadążę, źle skończę, mam tą świadomość (mam tą świadomość)

Chcę być zwykłym gościem, wydawać forsę jak jakiś jegomość (jak jakiś jegomość)

Tak jak każdy mój ziom, tak jak każdy mój ziom, który stoi tu obok


[Zwrotka 2]

Chcę chwały dla mego osiedla (widok)

Ty się bałeś tu odezwać (dziwko)

Ja wolałem w łeb dostać i wszystko, bo musiałem się przedostać na drugą stronę z misją

Teraz nowa wizja, nie kłótnia o telewizor

Dalej ten sam dzieciak z wiecznie obrażoną miną

Miałem tani rower i kranówy pełen bidon

Może dwa złote, wtedy nic się nie liczyło

Dziś zapełniam worek siana i jarania

Nie wiesz nic o mnie i o moich sprawach

Siedzę, myślę o nowych ubraniach, o niej bez ubrania (ej, ej)

O nowych nagraniach, ryzyko ma smak szampana (panta rhei, yeah, yeah)

Z osiedla, nie ulicy sznyt (yeah)

Setki wódki wybitych szyb (yeah)

Setki kłótni o niby nic

Chuj w to, nasze jointy niech płoną

Z osiedla, nie ulicy sznyt (yeah)

Setki wódki, wybitych szyb (yeah)

Setki kłótni o niby nic

Swój gość, ale młody jegomość


[Refren]

I ciągle ja błądzę, jak błądzę, ty dzwoń po pomoc (ty dzwoń po pomoc)

Jak za sobą sam nie nadążę, źle skończę, mam tą świadomość (mam tą świadomość)

Chcę być zwykłym gościem, wydawać forsę jak jakiś jegomość (jak jakiś jegomość)

Tak jak każdy mój ziom, tak jak każdy mój ziom, który stoi tu obok