Released on June 7, 2020

Thumbnail

[Verse 1]

Wszystkie streets idealnie poukładane

Dobrze wiem dokąd iść, by osiągnąć cel

Ale te aleje odstraszają mnie

Chcę znaleźć własną drogę

Bym pouczył się parkour'u, jednak mam niesprawną nogę

144 ulice, 12. jezdnię przemierzam

7. skrzyżowanie, skręciłem w ścieżkę 4

Jeszcze 3 przecznice i puszczę pawia perfekcją

Matko, jak można nie pojmować, że to miasto

To jeden wielki burdel, który kryje się przed prawdą

Pragnę być nową glebą, więc mam pH i szukam

Gównomiastowa szczura chmara chowa dzisiaj się przede mną

Te ryje wykrzykują tromtadracje, nieciężko ich znaleźć

W rynsztokach ryją schemat, ja je dawno zaklepałem

Za dzieciaka uwielbiałem Ratatuja

Ale dziś dla za przeproszeniem popkultura warta hu-

-Ra! Krzyczą na koncertach, choć muzyka marna

Myślę sobie: może sztuka powinna pozostać elitarna

W tym układzie bogiem jest disco polo, diabłem eksperyment

Pytam: kto obrócił Maslova Piramidę?

Ja umiłowałem autentyczny, czuły fałsz, umyślny błąd, a nie fałsz, brzmienia dla mas

Od dawna tego nie trawię - pewnie zapalenie trzustki

Nie układam się z czarnymi, ale pragnę więcej 6


[Chorus]

Shitown! Shitown!

To miasto to gówno, choć jego plan brylant

Linie metra przecinają metrum na pięcioliniach

Perfekcyjne 4/4, ta ziemska liczba

Oka zmrużyć nie pozwala, wciąż odsłania mi żaluzje

Powoli obserwuję, jak to przestaje być ludzkie

Połączę arterie i wszystko ułożę w całość

Udowodnię, że miarą geniuszu jest niedoskonałość


[Verse 2]

Ale to wcale nie jest zbyt odkrywcze

Już dawno udowodnili to muzyce klasycznej

Te chore chłopaki i chromatyczne znaki

Układali jazz taki, że musiałeś go zrozumieć

Dziś artysta nie pojmuje, co mu adnotują na Geniusie

Robią rap dla uciech i ja nie wiem czy to źle

W końcu człowiek stworzył muzykę, aby gibać biodrem

Ale jednego jestem pewien, że tego po

Uszy mam

A ty masz?

Sprawdź, weź wymacaj, zajrzyj do lustra, zajrzyj do playlisty Spotify

To nie rozkaz, to liryka apelu

Inwokacyjna, Alternatywo, Ojczyzno moja

Wytłumacz im, żeś jest jak zdrowie, a oni leżą w chorobie

Oj dobrze wiem, że szczuję

Mam świadomość, że to robię

Ale chcę nieść pojednanie, ukazać swoją utopię

Powiedzieć: można inaczej, można oryginalnie


[Chorus]

Aj! Shitown!

To miasto to gówno, choć jego plan brylant

Linie metra przecinają metrum na pięcioliniach

Perfekcyjne 4/4, ta ziemska liczba

Oka zmrużyć nie pozwala, wciąż odsłania mi żaluzje

Powoli obserwuję, jak to przestaje być ludzkie

Połączę arterie i wszystko ułożę w całość

Udowodnię, że miarą geniuszu jest niedoskonałość

Aaaaa! Muszę się stąd wyrwać!