MOJA DROGA

By be vis

Released on October 30, 2015

Thumbnail

[Verse 1]

Widzę Cię od wejścia mała, stoisz tuż przed klubem

I nie muszę Cię znać, Twoje usta poznam później

A Twoje ciało bejbi otumania moje zmysły

Kuszą te Twoje cycki, nogi, a nawet szpilki

W dymie od grassu z Tobą tańczę, to nieważne

Naprawdę, za taką pannę poważnie zapłacę jak chcesz

Przeważnie, zachlane na barze jest zawsze, na after chcę brać Cię

Oczarowałaś nie raz mnie, pokaż mi magię więc

Zdejmij te podwiązki, choć nie ma podstaw pod związki

W łóżku jaramy te lolki, mamy się dla przyjemności

Więc suko rozłóż te nogi, BE VIS dwa razy nie prosi

Bo mam tu do tego nos i, ej zaraz idziemy pod nocny

Głowa meduzy na Twym froncie

Dobrze, że czaisz co jest modne

A robię ziom co chcę, przejebmy tę forsę

Dupy trzęsą dobrze, szampana weź polej


[Hook]

Wybieraj drogę suko (ej drogę suko)

I teraz pal to suko (ej pal to suko)

X2


[Verse 2]

Dopalam na balkonie to co pozostało nam

Noc jeszcze młoda, miasto zwiedzić po rozstaniu czas

Ławka nad jeziorem, stąd zabieram na mieszkanie Cię

Za dużo wiesz, mam déjà vu, łapię za włosy - to nie sen

Tylko seks mała, Ty to chcesz mała

Grzeszne myśli miewam na temat Twojego ciała

Do siebie nie bierz tego, nie to, że mam filofobie

A kiedy chcesz no to przytulaj się miło do mnie

Otwórz portfel, wyjmij flotę, podaj podaj kwit

Żadne grosze, ja tak mogę, szykuj chory film

I te pozy, które biorę jak depozyt

Me sztosy, spadają jak meteoryt

Tu nie przegrany jak Meek Mill, po pojebany jak Chief Keef

Le le le leje się Jim Beam, Ty wyuzdana jak Lil Kim

Pożądanie jak w niebie, skarbie oddaj mi siebie

Czy się spotkamy jeszcze? Sorry, bo tego nie wiem


[Hook]


[Verse 3]

Domówka weekend rozpoczyna weź swe koleżanki...

Choć z Tobą chętnie poleżałbym

To w sumie jebać je, tylko Ty się liczysz skarbie

Innych nawet CV gardzę

Odłóż tę koronę, nim wcisnę Ci bajer

Przed psami ucieczka, a suki wciąż takie same...

I ślina cieknie wybacz mi tekst

Gdy widzę w leginsach Twój tyłek

Nie rozpaczaj mała choć nie będzie z rana mnie

Żadna to strata jest i żadna korzyść też

Cokolwiek bym nie zrobił - lipa, przypał

Ty weź mi tu nie fikaj, nie, nie zadawaj pytań

I nie chcę nic więcej, ej mów do mnie szeptem

Wejdź na moją przestrzeń, pocieszmy się w piekle

Gdy jesteś tu obok nie liczy ponownie czas się

Ta niunia jak straż pożarna - tylko na gorące akcje


[Hook]