[Zwrotka 1]
Obiecałem sobie złote płyty na schodach przy Sadowej
Dzisiaj problemy mijam bokiem, żeby nie było gorzej
A czuję się jak przemysłowiec, płaczą kwadratogłowi panowie
Ich dzieci dają to głośniej, a z nimi jest tylko gorzej
Mogłem jak Peja jechać trzy dekady, na jednym patencie
Potem przygrywać idiotę do reklamy, ale to mi dalekie
Nie wiem czy się sprzedamy, nie nawijam o wendetcie
Się sprzedać to w Ferrari i w Bieszczady, chuj co mówią na antenie
[Refren]
Brzydzi mnie hip hop chociaż kiеdyś go kochałem
Dzisiaj to bardziej litość, bo umarł z ideałеm
Brzydzi mnie hip hop, chociaż kiedyś go kochałem
Ta mierność istot co pajają się nawijaniem
Brzydzi mnie hip hop chociaż kiedyś go kochałem
Dzisiaj to bardziej litość, bo umarł z ideałem
Brzydzi mnie hip hop, chociaż kiedyś go kochałem
Ta mierność istot co pajają się nawijaniem
[Zwrotka 2]
Nie każę im się lubić, tym bardziej nie każę słuchać
Mogą już o mnie nie mówić, ale to nie lada sztuka
Chociaż nie tęsknię do tych ludzi, wymaga tego fucha
Chcą mnie z artykułów zrzucić, po co się wczuwać
Mam odbitą w peselu ćwiarę
Idę ciemną doliną, robię sobie za gwiazdę
Mam odbitą w peselu ćwiarę
Mówią że jestem ruiną, cenią moją gadkę
[Refren]
Brzydzi mnie hip hop chociaż kiedyś go kochałem
Dzisiaj to bardziej litość, bo umarł z ideałem
Brzydzi mnie hip hop, chociaż kiedyś go kochałem
Ta mierność istot co pajają się nawijaniem
Brzydzi mnie hip hop chociaż kiedyś go kochałem
Dzisiaj to bardziej litość, bo umarł z ideałem
Brzydzi mnie hip hop, chociaż kiedyś go kochałem
Ta mierność istot co pajają się nawijaniem