Released on January 30, 2017

Thumbnail

Ziom

Dorabiam się, zbieram skarby

Co chwilę ślę nowe kompakty

Inspirują mnie dobre kontakty

Choć pytam - gdzie te milionowe kontrakty?

To fakty są takie - idę z plecakiem

Odsuwam zamek, pakuję tam napęd

Działam jak Klakier, mogę być wrakiem

Przez to patrzę na przyszłość tą ziemską

Zmień tor!

Myślę i myślę i motam jak zwykle

To zły sektor!

To serce mi bije a umysł kiśnie

Na język ciśnie mi taka kwestia

Że miały być kiście, a została pestka

Czasami kopię naprawdę bez serca

I słyszę, że wnętrze krzyczy - przestań!

Chciałbym, żeby to było mojeee

Trwa ciągła walka o swoje - nie ma przebacz!

Chciałbym, żeby to było mojeee

A co z tego zabiorę do Nieba?

Chciałbym, żeby to było mojeee

Trwa ciągła walka o swoje - nie ma przebacz!

Chciałbym, żeby to było mojeee

A co z tego zabiorę do Nieba?

Spoko, weź se te moje Jordany co wpadły ci w oko

To dam też moje Ray-Bany, bo widzę że razi cię logo

Na moje oko chcesz wejść w moje buty

Takie wygodne, na pierwszy rzut oka?

Po pierwszym kroku się pewnie wywrócisz

Bo swoje spojrzenie odwrócisz od Boga

A ja pójdę boso, jak Zakopower

Skarby wysoko - mam zakopane

Wchodzę na szczyty za Panem

Pieprzę zaszczyty, mogę być szczuty za wiarę

To jakbym był szyty na miarę

Już nigdy jak skuty za karę

Bo żyję na skutek

Ofiary Jezusa

Nie żal na ofiarę mi dać

Moje

Hajs i ciuchy to moje

Rap i dupy to moje

Pełne brzuchy, bo mogę...

Słuchaj - nie! Jakie twoje?

To chyba wypożyczone

Jak fura do klipu i niunia do klipu

I czego byś nie miał przy sobie

Nie zabierzesz na drugą stronę

Z drugiej strony cię rozumiem, Ziomek

Bo to kusi mnie na co dzień

Ja też oprzeć się nie mogę

To musi być moje

Przepraszam, Boże!

Tylko na Tobie zależy mi, ten świat od Ciebie zależy

I wszystko do Ciebie należy w nim, a to mistyka

Pax!

Chciałbym, żeby to było mojeee

Trwa ciągła walka o swoje - nie ma przebacz!

Chciałbym, żeby to było mojeee

A co z tego zabiorę do Nieba?

Chciałbym, żeby to było mojeee

Trwa ciągła walka o swoje - nie ma przebacz!

Chciałbym, żeby to było mojeee

A co z tego zabiorę do Nieba?

Nie ma nic tam, co było tu - heca!

A ja pakuję, mam garba na plecach

Wieczna przystań, nie brakuje snu - przedział

Gdy rapuję znów Bóg mnie oświeca

I mówi, żebym nie brał tego do Niego, co chcę zabrać

A gdy pytam, dlaczego - to jest jazda

I weź tu żyj na Ziemi, by zdobyć Niebo

I się nie szarpać o kawałek marnego bogactwa

Mam tego kłamstwa dość, nie chceć mieć nic wiecej

Co potrzebne mi by żyć i rodzinie dać szczęście

Choć bywa, że się zapętlę, gdy pędzę

I nie zatrzyma mnie, i więcej nad sensem

Że zapominam, Brat - tam, dokąd biegnę

Nie zabiorę materialnie nic - i to nie bezsens!

Chciałbym, żeby to było mojeee

Trwa ciągła walka o swoje - nie ma przebacz!

Chciałbym, żeby to było mojeee

A co z tego zabiorę do Nieba?

Chciałbym, żeby to było mojeee

Trwa ciągła walka o swoje - nie ma przebacz!

Chciałbym, żeby to było mojeee

A co z tego zabiorę do Nieba?