Released on October 1, 2011

Thumbnail

[Verse 1: Arkadio]

Poszedłbym do pracy, ale mi się nie chce

Pojechałbym na wakacje, ale potrzebuję pensję

Zrobiłbym coś od siebie, ale nie mam czasu

Zmieniłbym się, ale tak od razu ?

Poszedłbym na studia, ale na jakie nie wiem

Chcę mieć dziewczynę, ale boję się jej to powiedzieć

Chcę żyć według wartości, ale to chyba za wcześnie

Pójść do kościoła wreszcie, ale co powiedzą na mieście


[Hook]

Ale, to najgorsza choroba bracie

Przez nią najczęściej do celu nie docieracie

Pomysłów nie dopuszczacie do umysłów

I zamykacie się na otwartość zmysłów


[Verse 2: Arkadio]

Zacząłbym ćwiczyć, ale jestem za stary

Cały czas chcę na coś liczyć, ale mam wieczne wagary

Chciałbym mieć firmę, no ale za co?

Złożyłbym wniosek, ale i tak dotacji nie dadzą

Posprzątałbym chatę, ale nikt nie przychodzi

Chciałbym jarać, ale nie wiem co miałbym robić?

Poszedłbym na spacer, ale dziś jest za zimno

Miałem coś załatwić, ale tak jakoś mi się kimło


[Hook]

Ale, to najgorsza choroba bracie

Przez nią najczęściej do celu nie docieracie

Pomysłów nie dopuszczacie do umysłów

I zamykacie się na otwartość zmysłów


[Verse 3: Arkadio]

Nagrałbym płytę ale co pomyślą ludzie

STOP! W końcu z tego bagna się budzę

Wymówka na wymówce i ów cel się oddala

Więc słowo "ale" ja dziś z moczem wydalam

Stawiam na talent, który mam Bogu dzięki

Dając Ci prawdziwy przekaz, z tak zwanej pierwszej ręki

Jak to odkryjesz - tak jak ja z radości pęknij

Nie obchodzą mnie zazdrości, o tym z miłości chcę bębnić