Ancymony

By Ancymony

Released on March 18, 2019

Thumbnail

[Zwrotka 1: Wiktor z WWA]

Nie każda zgaszona świeczka pachnie urodzinami

Kiedy zgasł prąd, rozmawiałem tylko z duchami

Ale takie dni przypominają za co bym zabił

Wciąż tworzyć do teraz od kiedy byliśmy mali

Nightcall jak Kavinsky, kiedy nie mogę spać

Kiedyś paralityczni, teraz never give up

Żyję kurwa, żyję czy mnie słychać

Niedługo mój pysk będzie na billboardach w mennicach

Z miasta w którym płynie wielka rzeka, piszę do ciebie list

Z miasta w którym nikt nie ma czasu czekać, ale nie mamy my

Znowu ten quest, spada na nas

Pamiętam jak pachnie bez, zgubię to już zaraz

Wchodzę w to jak wierny pies, ale nie mam pana

Boje się, że zamiast rzek, będzie płynąć lawa


[Zwrotka 2: Awalas]

Barti zwykły chłop, wszystko na tip top

I nie znaczy to, że wszystko proste co jest w tekstach

Oni mówią, że to piękne - weź przestań

I chociaż czasem boli, zawsze ucieszona gęba

Yo, dajemy serce w piosenkach

Chcemy tłumy ludzi na koncertach

Gonimy te marzenia od dziecka

Dla nas to jest życie, nie jakaś jebana gierka

Ziomale mówią mi, że muszę to popchnąć

Głosy w mojej głowie, pytają się co z forsą

Ciągle zastanawiam się kiedy przyjdzie dorosłość

I ze wszystkim tym staram się kurwa po stokroć

Choć czasem czułem, że byłem tu sam

To zawsze w głowie miałem tylko jeden plan

Proszę nie mów mi już jak mam grać

Mam już własny vibe i mam nowy start, ye-ye


[Refren: Dister]

Może to dlatego, że zasypiam nad ranem

Może to dlatego, że znów nagram jak wstanę

Może to dlatego, że znów na śniadanie

Katuje płuco no i banie no i nie ogarniam nic

Nie ma innej drogi już, nie ma, nie

Wyjebaną nutę wrzucę na web

Nie wiem gdzie ale muszę biec

Mój dzień chce mi zajebać buta na łeb


[Zwrotka 3: Fonciak]

Cel to wyrwać z klatki się jak dech z piersi

Postawić własne imperium jak Settlersi

Ostatnio piszę głównie w korkach, jak się streścić

ZTM dawał kopa, więcej refleksji

Nikt z nas nie pyta jak żyć bez perki

Już prędzej sprawdzę jak tyka bez nerki, albo dwóch nawet

Niech napiszą o tym na głównych stronach gazet, kiedy zrezygnuję z marzeń

Cmentarze pełne wraków i twarzy renegatów

Bez mrugnięcia okiem chłopaku, ich ślę do piachu

Kocham życie, aż odejdę od zmysłów

I jedyne co dziś grozi mi to kradzież pomysłów

Fancy, przechyl, powtórz

Znam mniej anonimowych alkoholików, niż sławnych pijaków

Fancy, może daj mi spokój bo walczę o całość, a nie życie pół na pół


[Zwrotka 4: Szychvl]

Dźwięki pozwalają widzieć więcej mi

Czuja się jak kot mimo ze nie mam 9 żyć

Z chłopakami siedzę w studio, zrobimy do dobrze

Nie damy wam usnąć u-u-u

Jestem inny niż wy, kiedyś nie lubiany dzisiaj otwieracie pyski

Dzisiaj kiedy inni patrzą każdy z nas się błyszczy

Teraz jebane podziemie dogania ten kurwa wyścig

Doganiamy wyścig i jazda, człowieku to coś więcej niż pasja

Chcemy robić więcej, żyć bardziej

Dlatego za to wszystko dziękuję dziś mamie

Dziesięciu typów każdy z inną jazdą

Wszyscy wiedzą czego pragną, czego chcą na starość

Chcemy forsę i szybkie auta

Dlatego wypierdalaj jak Ci to nie zagra


[Refren: Dister]

Może to dlatego, że zasypiam nad ranem

Może to dlatego, że znów nagram jak wstanę

Może to dlatego, że znów na śniadanie

Katuje płuco no i banie no i nie ogarniam nic

Nie ma innej drogi już, nie ma, nie

Wyjebaną nutę wrzucę na web

Nie wiem gdzie ale muszę biec

Mój dzień chce mi zajebać buta na łeb


[Zwrotka 5: Uki Grajda]

Ile było tych momentów, że w nocy nie trzeźwy

Siedzę w centrum i wskazuję na półksiężyc

Nie muszę motać grud, żebyś zaraz nie czuł dziąsła

Uki młody Bóg, młody byk z rogami kozła

W dłoni zaciśniętej na jej pięknym, gładkim gardle

Wsadzaj głowę w pętle, buja jakbyś machał hantlem

Ładni chłopcy będą nosić tylko to co ładne

Samer, perka łamie kości, weź się kurwa wyślij w paczce

Zarzuciłem czerwony krzyż na plecy, jak Starboy

Albo zginę albo kwit pozwoli mi żyć gładko

Chciałem chwilę, a dostałem ich już chyba nad to

Sam już nie wiem czy tu żyję, czy to nie jest symulacja

Mainstream jak biblijny potop

Szkoda, że w większości to ratują idiotów

Hajs mi dać ma scena, nie liczę na toto lotto

Nie zasadzę drzewa, na trumnę se zbieram szczere złoto


[Zwrotka 6: wszedzieZUBER]

Nie wiem co znaczę dla rapu, Ty lepiej się pytaj co znaczę dla ludzi

Wszędzie to wszędzie, więc zamknij już mordę, naprawdę mnie nudzisz

Co to za klątwa, spłaciłem już długi z podziemiem

Więcej masz skilli na jednym cypherze niż połowa typów na scenie, whoa

Czasem trzeba ryjem jebnąć o dno, żeby w końcu pykło

Ja piszę to w imieniu tych co se nie radzą z myślą

Życie - telenowela, ja ci daje mordo real talk

Więc weź w komentarzu mi napisz łaskawie, ty kurwo, czy to jeszcze hip-hop

Ja pamiętam jak mówili "weź pamiętaj o nas, czaisz?"

Jak prosiłem was o share'y wszyscy pozapominali

Więc możesz siedzieć cicho, bo ktoś tu cyka, jakbyś napisał to cyrylicą

I tak cię nie usłyszą


[Zwrotka 7: Przyłu]

Uaa - boli, uaa - drapie

Jak mnie łapie Fonti - wyższa szkoła, mam mapę

Rynny wciąż czekają aż nakapię

To mój nowy chleb, jutro otwieram piekarnię

Rządzimy rapem jak nigdy, bo rymy kurwa jak Blitzkrieg

Rządzimy czasem, jak nigdy, to my, nikt inny

Nowi, niewinni, jak tam się któryś przypruje to z dyńki

Palm muta, jego styl, jak mamuta

Dużo gadał, ma mute-a

Nie rzucę złamanego grosza na bankruta

Coś se ujebał? To tylko pozory, się odkuj dzieciaku

Grajda był patyczakiem dopóki nie zaczął wpierdalać tych łaków

Żuber to dzik i nie pozwoli ci do siebie pow, pow

Nawinęliśmy to w mig, a lamusom już szczena opadła


[Zwrotka 8: Pazzy]

Oferty z urzędu pracy, e e, mam muzyczne sprawy

Sępy dźwięków kasy chcą, srają wyżej niż mają zady

Alerty od menstruacji, bo wasz portfel krwawi

Wiedz, że Ancymony przyjechały do Warszawy

Jeżeli ściągają na dół cię, to weź po prostu pluj im w twarz

Najsłodszy dwudziestolatek w grze, czasami jak ten furiat

Wasza muzyka to miłosny smród

Nasza muzyka to na uszy miód

Rosnę w oczach tak jak Winnie The Pooh

Losem zarządzam opuszczę Pułtusk

Ej, dziesięciu typów, każdy to muzyczny pojeb

Ten w czerwonych włosach robi za ich troje

Żuber pod ochroną, Przyłuc pali zwoje

Samer napierdala basem, kurwa, co jest?