Released on November 19, 2016

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Podnosisz swe ołowiane powieki

Łeb jakby gwoździem przybity do łóżka

Miesza się w tobie niejeden syntetyk

Dropsy i kiepy, i noski i wódka

Wczorajsze melo, synkretyzm

Albo kretyńskie syntezy na melo

Zaprowadziły Cię do toalety z dużo, za dużo starszym kolegą

Nie, ty tu nie znałaś go wcześniej w ogóle

Szukałaś w klubie sponsora na goudę po prostu

Jakbyś wpisała to hasło w Google

Ale to ciągnie w dwie strony jak rodzinę rzepę w Familiadzie

Teraz masz problem jak Tori Black

Zostałaś cast away w zasadzie, kwas

Z zasady twarda sztuka z ciebie, fajna suka

Ale się nie chcesz dawać ruszać, puszczać i już pukać

Czujesz się brudna, pusta jak ten szalet wczoraj

Albo jak słowa w twoich ustach o przemianie

Z grubsza chciałabyś być inna

Taka niewinna i skromna

Taka uczynna i mądra

Śmiałaś się z takich panienek do dzisiaj

Dziś chciałabyś być dobra

Czujesz wstyd, norma

Nie masz do siebie szacunku

Jak ty się czujesz?

Jak ty wyglądasz?

I nie pomoże ci nikt z tym


[Refren]

Nie pomoże tata, nie pomoże mama tobie

Nie pomoże tamta, nie pomoże brata ziomek

Nie pomożesz sama, sobie nie pomożesz

Gdy zostaniesz sama, pomóż mi o Boże, błagam


[Zwrotka 2]

Trochę cię poskładało wczoraj

W sumie leciałeś od czwartku

Niedzielę rano ty wracasz z melanżu

Rodziny wychodzą do kościoła, hola

Dawno nie było cię tam

Praca w tygodniu

Piątek, sobota, flacha, zima

Slalom gigant, słabo widać finał

Niedziela zjazd, Shay McConkey

Tak się zakończy twój freeride na nartach, ziomik

Chcesz tak skończyć?

Marzyła ci się rodzina i chata ziom

Na razie latasz jak Hannawald

Bijesz rekordy na małolatkach

A chciałeś porządnej baby girl na całe latka

Widzi twoja matka, w jakim stanie wracasz rano

Krzywisz się i gadka, że to tylko alko mamo

Wstydzisz się na maxa, kłamca, kłamca, wszyscy kłamią

Twoja maska spadła, z miasta wraca człowiek pająk

Dla nich jesteś bohaterem

W domu czujesz się nikim

Nie ma nikogo obok ciebie

By otworzył ci wnyki grzechów w potrzebie

Otoczenie śmiechem zagłusza krzyki

W duchu cierpienie

Nie chcesz już żyć na niby

Pustka, jesteś sam i wstydzisz się nawet odbicia z lustra

Lustrujesz się w zwierciadle studni, która jest pusta

Piłeś do dzisiaj z niej wodę, chociaż była brudna

Grzechem zatruta i teraz posłuchaj, bo Bóg da

Czerpać ze źródła, którego nie dotknie posucha

Woda z niego jest lekiem na twoje spierzchnięte usta

Przełam opieszałość i pospiesz do niego, już czas

Nic ci nie zostało, zawołaj Jezusa


[Refren]


[Tekst i adnotacje na Rap Genius Polska]