Released on August 21, 2019

Thumbnail

[Zwrotka 1]

Mój dom, to zwykła historia, dziś tak wygląda co druga rodzina

Pewnie mnie przez to rozumiesz, bo to o czym mówię, to jakbym o Tobie nawijał

Tata zostawał co rusz po godzinach, pewnie dlatego, że ma dużo pracy

Tylko dlaczego bełkocze do mamy, a mama się znowu wydziera do taty

Nie rozumiałem, a w szkole beka z dzieciaka, bo jeansy ma wąskie, nie dres

Dzieci brutalne są, gdy mówią prawdę, bo wcale nie boją się mówić jak jest

W klasie nie miałem zbyt wielu kolegów, woleli dzieciaków przy kasie i cześć

Ja w znoszonych ciuchach i niemodnych butach, i z kanapką z domu, a nie paczką Lay's

Tam i z powrotem chodziłem z problemem, z domu do szkoły, ze szkoły do domu

W domu nie chcieli mnie słuchać, bo nie wiem, w szkole powiedzieć też nie miałem komu

I kiedy byłem sam w moim pokoju brałem słuchawki i włączałem bit

Znalazłem powód, by powiedzieć Tobie co czuję, bo tutaj nie słuchał mnie nikt


[Zwrotka 2]

Dalej frustracja i niedowierzanie, bo antidotum się staję trucizną

Ludzie są wredni, już tego nie czaję, co im to daje, gdy tak po mnie cisną, co?!

Takie to śmieszne baranie? Wiesz co zabrałem po drodze ze sobą?

Wiesz co mnie czeka, gdy wstaje? Co spać nie daje, gdy kładę się nocą?

Nie, no bo po co, ważne, że beka, bo gówniarz zaczął się bawić w rapera

Co on mi może powiedzieć o życiu, co on tam wie o prawdziwych problemach

Ja w jego wieku największy dylemat, to idę na piłkę czy idę na rower

Nie wiesz jaki świat jest w czerni i bieli, od najmłodszych lat życie masz kolorowe

"Wyobraź sobie, że może być gorzej" - i tak się przegadywałem bezsensu

Traciłem całą energię mój Boże, by im pokazać tą ranę na sercu

By w końcu ktoś mnie zrozumiał, pozwolił uwierzyć w to, że jestem warty coś więcej

Że zasługuję na miłość, że zasługuję na szczęście


[Zwrotka 3]

Wpadło to szybko, szybciej niż się spodziewałem

Masa życzliwych się nagle znalazła, gdy pykło, mówili "Ty to masz talent"

Często Ci sami co wcześniej nie dawali szansy na przyszłość, "oby tak dalej"

Czułem się dziwnie, gdy stawali za mną, lecz mam czego chciałem

Mordo, no sorry, tak wyszło

Często graliśmy przed dużą publiką na ogromnych scenach i w najlepszych klubach

Obok Pezeta, ja gdzieś w loży VIP-ów myślałem "To nie miało prawa się udać"

Znam wszystkie twarze tych typów z youtube'a, z klipów, wywiadów i gazet o rapie

A teraz siedzą i piją Metaxe, a pomiędzy nimi ja - szesnastolatek

Czego chcieć więcej?! Spełnia się moje największe marzenie, bo chciałem być MC!

Czego chcieć więcej?! Skoro dziewczyny co kiedyś nie chciały mnie dzisiaj mam w ręce!

Czego chcieć więcej?! Kiedyś dzwoniłem, a dzisiaj to po mnie się dzwoni

Już nie planuje weekend'ów jak dawniej, teraz to za mnie planują je ziomy


[Zwrotka 4]

Teraz to z dawnych powodów już nic nie zostało, chciałem po prostu się bawić

La vida loca, robimy rapy czy palimy baty to w centrum uwagi

Życie na fotach - takie to kocham, lajki się sypią jak lalki po prochach

Pisałem rapy jak nie było party, to znaczy, że rzadko już składałem słowa

Resztki sumienia spod buta szeptały, że marnuje czas i bardzo zawodzę bliskich

Ale ogarnąć się czułem, że nie miałem szans, czasami małe przebłyski

Wtedy mówiłem, że na pewno biorę się w garść, stanę na nogi jak wszyscy

Szybko kończyły się dobre pomysły, wieczorem idziemy chlać

Studia, dziewczyna, muzyka, rodzina i zdrowie, nie mówiąc o straconych latach

Wracało do mnie to, kiedy widziałem kolegów co życie wygrali jak Zlatan

Kiedyś ich miałem za zero, lecz się pożegnałem z karierą i to się zaczęło odwracać

Pamiętam kiedy to do mnie dotarło, niemoc i zacząłem płakać, co


[Zwrotka 5]

Stoję za sklepem zrobiony jak menel ze strupami w nosie i zgrzytam zębami

Wyciągam blety i szlugi i folię i kręcę i zbijam to ćpanie buchami

Patrzę w oddali na mężów z żonami i dziećmi i wiem, że to wszystko nie dla mnie

Straciłem szansę na wspaniałe życie i czuję, że nigdy nie będzie normalnie

Miałem się wieszać jak nic się nie zmieni, to postanowione

Ostatni tydzień na Ziemi i biorę się na drugą stronę

Wszystkich już chyba zawiodłem, więc teraz odbiorę nagrodę za swoje

W dupie to mam czy ktoś przyjdzie na pogrzeb

Szczerze, to wcale się tego nie boję, pierwszy raz zrobię coś naprawdę dobrze

Ale ten tydzień co sobie zostawię, to chcę wykorzystać na maxa jak nigdy

Może choć trochę co mogę naprawię, bo chcę wynagrodzić wyrządzone krzywdy

Spędzę z rodziną ostatnią sobotę, wieczorem jak zawsze się przejdę na spacer

Wtedy historia się miała zakończyć i byłoby tak, ale Bóg chciał inaczej


[Zwrotka 6]

W tamtą sobotę wyszedłem do sklepu, po drodze zadzwonił ziomek - ustawka

Trzeba przegadać co w planach na wieczór, to o piętnastej, być może parafia

Spoko, bo blisko, a w sumie ciekawe jak serio wygląda ten rap chrześcijański

Pójdę tam wcześniej i sobie zapalę, a wspólny mianownik był wtedy ostatni

Na miejscu Ola mi mówi świadectwo, pół roku wcześniej z nią paliłem skuna

Nie chce się wierzyć, że mówisz na serio, chyba powoli zaczynałem kumać

W głowie się pali już blade światełko, może to szansa, by zacząć od nowa

Wiem jaka byłaś niedawno Oleńko, ja może też powinienem spróbować

A potem after i Bęsiu, i Jonas, i Maro, i Kasia, i Łukasz, Malwina, i Iza, i Ola

Nie znałem nikogo poza nią, a przyjęli mnie jak rodzina

Widząc to wszystko zaczynałem wierzyć, to niemożliwe by było bez Boga

Pamiętasz, tamtego dnia miałem nie żyć, a tu się życie zaczęło od nowa


[Zwrotka 7]

Od tamtej pory, to już cztery lata i serio zmieniło się naprawdę wszystko

Mam narzeczoną, są rapy i praca i do tego wspaniałe plany na przyszłość

Codziennie modlę się, żeby nam wyszło, bo wiem jak łatwo jest stracić azymut

To nie jest tak, że jak raz się nawrócisz, to Twoje demony zostają gdzieś z tyłu

Dlatego wybacz, ale nie bawi mnie, gdy ktoś nawija, że gdy jaramy, to życie ma klimat

Że ta dziewczyna, to suka i świnia, chlamy dopóki się ktoś nie porzyga

Pełne samary i kruszony kryształ, hajsy i fury, i ssanie za drinka

Myślą, że moja historia jest inna, myślą, że im to się uda z tym wygrać

Dziś kiedy wchodzę na scenę, to mam przed oczami ten syf

Miliony dzieci co mają tysiące idoli, a setki zagrożeń za nic

Proszę Cię, więcej nie pytaj mnie durnie po co o Bogu ten kit

Dają dziesiątki powodów, by umrzeć, chciałbym Ci dać jeden powód, by żyć