HMX

By 3003

Released on June 18, 2014

Thumbnail

Nie myślę już wcale, by się tutaj wstydzić

Patrzę na zegarek, mój chyba czas wybił

To szybki numerek, raperom na scenie zapewnię aferę, jak Lew Rywin

To daje nadzieję, gdy z dźwiękiem dziś

Wjeżdżam na Twój teren, jak MTV Cribs

Wpadłem, jak nikt

Nie jadłem obiadu, więc zjadam tu ich

Pomału do celu od dwudziestu lat

Choć wielu, by wolało, żebym przestał grać

Przestać mam? Mój potencjał znasz

Nic nie powie reszta, kiedy w rękach mam mic

Jak Riley Finn wszystko tu dziś uzyskałem pracą

Te skille, mój styl i każdy tu rym tłumaczą Ci to jak translator

Mów mi Korzeniowski, bo duży mam dystans, wiem o co z tym chodzi

Gorzej, że Ci chłopcy są dziś jak barista, bo każdy tu z nich chce tylko mi słodzić

Jestem typem szaleńca, lecz kiedy wchodzę na te bity, to zawsze napędzam

To tempo i powiedz oponentom, że robię to za często, aby skończyć w Tesco

Swój byt i chuj z tym chłopaku, lecę na poczwórnych, pcham MC's do piachu

Się bawię jak Bachus rymami na tracku, nie dając Ci chujni, poznasz po tym fachu

Mnie, tu dziś, wiesz kto wbija do gry

Ruszyła ta lawina, bo gdy tylko tu nawijam, to słychać, że karta tu sprzyja już mi

Jestem, pędzę, więcej Ci dam

Reszcie powiedz że wreszcie w to gram

Kiedy wchodzimy na bity nigdy nie ma tu tej lipy, hashtag; iglasty las

Musiałem to tak, musiałem to tak dziś tu zrobić

A gdy nie masz jaj, gdy nie masz jaj, nic nie spłodzisz

Dobrego na bitach, dlatego Cię pytam o ego tu dzisiaj

Bo wiedzą że płyta, mój sezon dziś wita, zbyt długo to przyczaj grałem tu tak skromnie jak Jezuita

Lecz dziś, pora, pora nakarmić swą dumę

W locie krzyczę Tora-Tora, się wyróżniam; Emanuel

Olisadebe i boli to Ciebie, gdy gonisz zmęczony, a to nadal debet

Ja wolę być pewien, powoli ten szczebel omijać, nawijam i widzę dziś Ciebie

I widzę scenę, ona jest tu troszkę w szoku, szoku

Mój rap to antidotum na rapsy tamtych tłoków

Mocniej, szybciej, dalej w to gram

A pośród tych lalek mów mi Mr. Punch

Pora na lunch, zjadam tę scenę

Nadal nota bene, wpadam i coś zmienię

Nie chcę być raperem

Wolę na tej drodze zostać ghost riderem

To Twoje problemy i wiesz co się dzieje

Już nie czuję tremy, jedynie wkurwienie

Na świat, muzykę, tych ludzi

I te hasła proste, politykę, budzik

To co daje postęp, na całe te brudy

I dziwne emocje, gdy z kacem się budzisz

O, gram zdrowo ziom co lepsze na tej bani

Dawno będąc ponad modą tą; Wieża Eiffla; Paryż

Skreśliłeś mnie stary, to masz przejebane

Dziś czujesz te ciary, gdy gram to na amen

Gdzie liczą się dziary, nie liczy się talent

A to usłyszałeś i zmieniłeś zdanie

Wierzyłeś w to stary, jestem Twoim fanem

I też czuje ciary, że tak to nagrałem

Gdzie liczą się dziary nie liczy się talent

A to usłyszałeś i zmieniłeś zdanie

Mój krajobraz coraz piękniej tu wygląda

Zmiany sceny cykliczne jak zmiany Jamesa Bonda

Dziś oglądam jedząc torta, takie widowsko

I nie jest mi za słodko, że sukces jest tak blisko

Ale wchodzę na bity, zawsze tu jestem tym kotem w tej grze

Dalej dla sceny jak Propejn i lecę tu przy tym po bicie, jak VNM

Taki progres, progres, szmato dziwi Cię to?

Mam punche ostre, jakbym naostrzył je tu maczetą

Siema Kraków, siema Tomaszów, siema Polska

Wszystko dziś gra tu, już więc na luzaku spalam jointa

Za lata treningów, godziny w pizdu

Wiary tu mimo słuchania tych gwizdów

Idę za ciosem jak na ringu

Level podnoszę; gama fis-dur

Miło słyszeć, jestem w grze, to całkiem spoko

Gdy pytają mnie jak leci dziś, mówię dość wysoko

Jestem spokojny, o to gdzie to doleci dziś

Scena puszcza oko mi, gdy znów cisnę zwroty im